Instytuty, banki, ministerstwa finansów i skarbu odetchnęły z ulgą, gdy w ubiegłym tygodniu siedemnastka przywódców powiedziała w Brukseli sakramentalne „tak”.
Gdyby negocjacje z ubiegłego tygodnia skończyły się fiaskiem, to restauracja narodowych walut w strefie euro oznaczałaby katastrofę.
W krótkim okresie rynek pracy straciłby w Europie miliony stanowisk pracy. Wynagrodzenie przeciętnego Europejczyka musiałoby ulec zredukowaniu o 9.000 euro rocznie.
Produkt Narodowy Brutto w strefie euro mógłby spaść o 6, a nawet 19 procent.
Rolnik niemiecki, czy francuski zostałby wydany na bezlitosną konkurencję tańszych produktów nie tylko z Hiszpanii i Włoch, ale także na większą konkurencję płodów rolnych i mięsa z Polski.
Ceny ropy zaczęłyby rosnąć w sposób niemal niekontrolowany.
Tak samo rosłoby zadłużenie.
Wyliczyli to wszystko nie tylko Francuzi i Niemcy, ale również Szwajcarzy.
Według obliczeń UBS, opuszczenie strefy euro przez Niemców mogłoby kosztować w przeliczeniu na jednego mieszkańca od 3.500 do 4.500 euro w ciągu roku. Specjaliści Credit Suisse uważają, że likwidacja euro oznaczałaby utratę 5 procent bogactwa narodowego rocznie.
Kryzys w Europie miałby się przełożyć na spadek produkcji również w USA.
Największe europejskie banki we Francji, Niemczech i Austrii odnotowałyby straty w wysokości 300 miliardów euro.
Czy można wierzyć tym wyliczeniom? Czy wprowadzeniu euro jako waluty europejskiej przed kilku laty nie towarzyszyły identyczne obawy ludności, przedsiębiorców, analityków, bankowców?
Bankowcy, ekonomiści i finansiści potrafią za pomocą liczb udowodnić wszystko. Później przekonują do swoich racji polityków. A ci, wystawiają fakturę swoim wyborcom.
Tusk przed trzema laty zapowiedział wejście Polski do strefy euro najpóźniej na przełomie 2010 – 2011 roku, bo wierzył jakiejś niedouczonej ferajnie, że Polska będzie w stanie spełnić unijne kryteria. Pomylił się od jakieś 10 lat.
W ubiegłym tygodniu Tusk położył na stole w Brukseli 10 miliardów euro wyjętych z polskiej kasy, aby ratować europejskich bogaczy.
Zagrał grubo.
Ile przegra?
* * *
Tusk będzie głosić w sejmie tezę, że uczynił to w imię europejskiej solidarności. A czy gdy strategiczne cele polskiej polityki energetycznej zostały zdruzgotane z powodu niemiecko – rosyjskiej umowy o budowie gazociągu poza terytorium Polski ktoś mówił o obronie naszego kraju w imię europejskiej solidarności?
Pan za grubo gra naszymi pieniędzmi, panie Tusk.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)