Rozpasanie dziennikarskiej braci w Polsce, to nieustanne juwenalia. Dawałem temu wyraz wielokrotnie na łamach tego salonu.
Dziś prasowi poszukiwacze sensacji mają swój benefis: w poznańskim szpitalu walczy o życie prokurator wojskowy. Dziennikarska wataha zarzucała mu najpierw, że ogranicza jej swobodny dostęp do informacji. A gdy w prasie zaczęły pojawiać się przecieki dotyczące katastrofy i prokuratura postanowiła postawić im tamę, zarzucono jej inwigilację środowiska.
Skoro sprawa dotyczy katastrofy smoleńskiej, to jest pewne, że wykracza ona daleko poza obszar prokuratorskich kompetencji i dziennikarskiej pogoni za sensacją. Informacje rosyjskich prokuratorów przekazywane polskiej prokuraturze wojskowej ukazujące się w prasie na pewno dobrze nie służyły międzypaństwowym kontaktom obu instytucji. Jeśli dociekliwość dziennikarska była więc w tym przypadku zbyt duża, to mogła ona być inspirowana przez środowiska, którym zależało na podsycaniu atmosfery konfliktu miedzy Polską i Rosją. Dziennikarze i prokuratorzy, którzy kolportowali informacje objęte czasową tajemnicą śledztwa źle służyli więc sprawie.
Jest rzeczą charakterystyczną, w jaki sposób polscy dziennikarze traktowali swoją misję. Prokurator, który w sposób drastyczny dokonał dziś na konferencji prasowej samookaleczenia tak mówił o sposobach zbierania przez dziennikarzy polskich materiałów prasowych:
- Osoba, która przedstawiła się jako redaktor /…/ z a ż ą d a ł a odpowiedzi na pytanie dotyczące materiału opatrzonego klauzulą „niejawne”.
A więc takie są prasowe obyczaje RP: przychodzi dziennikarz i żąda od prokuratora wojskowego ujawnienia materiałów niejawnych.
Gdy prasa dysponuje w Polsce taką władzą, to trzeba zmienić konstytucję. Bo to nie prezydent, sejm, czy sąd, ale prasa jest pierwszą władzą w kraju. Ogłośmy zatem, że Polska jest rzeczpospolitą Lisa, Michnika, Olejnik, Żakowskiego, Paradowskiej, Wołka lub ojca Rydzyka, i że to oni decydują o tym, co jest tajne, a co jawne, co dobre, a co złe.
Terenowe oddziały tych dziennikarskich wyroczni rezydują jak się okazuje w Poznaniu, Wrocławiu, Kielcach, Olsztynie, czy Gdańsku. W ten sposób władza dziennikarzy ogarnia cały kraj.
A gdy na Węgrzech, w ramach odpowiedzialności za słowo nakłada się na dziennikarzy odpowiedzialność karną, finansową, albo polityczną, to nasi rodzimi żurnaliści podnoszą wrzask o terrorze i łamaniu wolności prasy.
Mówi się że, dziennikarstwo jest czwartą władzą. Dodajmy: w Polsce tak samo niekontrolowaną i bezkarną, jak trzy pierwsze władze: ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)