Francuscy hakerzy zaatakowali dzień wcześniej, niż u nas.
Najpierw unieruchomili stronę HADOPI (Haute Autorite pour la diffusion des oeuvres et la protection des droit sur Internet), tak potocznie nazywa się w tym kraju ustawę, która w założeniach ma ścigać internetowe piractwo.
Później dobrali się do Pałacu Elizejskiego, czyli siedziby prezydenta republiki. Natomiast dziś unieruchomili serwery ministerstwa wojny. Informuje o tym przed chwilą na swoich stronach portal Le Monde.
Do ataku przyznają się ludzie z Anonymus’a, nieformalnej organizacji aktywistów walczących o wolność wypowiedzi. Włamywacze zmodyfikowali strony prezydenta republiki zamieszczając na nich hasła sprzeciwu wobec projektom ustaw opartych na amerykańskich wzorach. Projekty te mają zapewnić w USA priorytet ochronie praw autorskich nad prawem do swobodnego posługiwania się internetowymi nagraniami bez zgody organizacji czuwających nad ochroną intelektualną.
Strony HADOPI zostały zablokowane we Francji identyczną metodą saturacji jaką zastosowano w Polsce.
Dodajmy, że francuski projekt zakłada możliwość nałożenia drakońskich kar na internatów, którzy dopuściliby się łamania praw autorskich. Zdaniem krytyków projektu gwałci on zasadę domniemania niewinności i ustanawia odpowiedzialność zbiorową. Francuska rada konstytucyjna uznała te przepisy za sprzeczne z ustawą zasadniczą.
Komentarze
Pokaż komentarze (2)