Noszą maski jak w teatrze. Bo ich sztuka jest grana trochę w realu. Ale za tymi maskami kryją się niezwykle różne twarze. Kpią z władzy, bo w niej widzą zagrożenie dla ich wirtualnej rzeczywistości. Potrafią ośmieszyć wojsko, policję i rządy. Czasem, choć dość rzadko, dają się złapać i wtedy prasa prezentuje ich światu jako wrogów publicznych, bankowych oszustów lub agentów obcych mocarstw. A oni przecież tylko drwią z tych, którzy chcą zabronić im swobodnego dostępu do ich wolności w internecie. Ale ich świata nie da się już zamknąć tak jak Państwo Środka lub islamskie dyktatury.
Kim są ANONYMOUS?
Nie mają przywódcy. Nie są partią, organizacją, ani grupą. Każdy może zadeklarować swoją przynależność do nich. Bo to obywatele świata niezadowoleni z władzy, która chce ich gdzieś zaszufladkować, narzucić im zasady totalitarnego państwa, która w wolności jednostki widzi zagrożenie interesu elit.
Pojawili się po raz pierwszy w 2008 roku jako ruch kontestujący…działalność kościoła scjentologicznego, mieszaniny fantastyki naukowej, buddyzmu i taoizmu. Jest to sekta preferująca przetrwanie za wszelką cenę. Później ANONYMOUS chcieli protestować przeciwko budowie central nuklearnych, wreszcie za cel uznali prawo do obrony życia prywatnego.
Ich narzędziem jest internet. No bo gdzie dziś można wyrażać swój sprzeciw wobec niesprawiedliwości, dyktaturze, nędzy? Czy istnieje jakaś współczesna agora, wokół której toczy się życie obywatelskie, polityczne, kulturalne, handlowe?
Władza chce przekonać społeczeństwo, że wystarczy rynek, parlament, centrum handlowe, stadion sportowy i igrzyska, i że wobec tego ANONYMOUS są zagrożeniem istniejącego porządku. Że to banda złodziei, która chce w Polsce, Rosji, czy USA wykraść cały intelektualny dorobek jakiegoś człowieka w turbanie, takiego jak na przykład Zbigniew Hołdys.
Więc najdelikatniej nazywa się ich cyborgami wojny.
Bzdury.
Benjamin Bayart, który zadał sobie trud określenia celów działania maniaków komputerowych nazywanych hackers twierdzi, że ich interesuje odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie chcą się ze sobą komunikować. Następnie próbują się dowiedzieć, dlaczego rządy boją się ludzi, którzy są skomunikowani i niezadowoleni.
Jeden z blogerów w Le Monde twierdzi, że ANONYMOUS domagają się tego samego, co było na sztandarach młodych w 1968 roku: poszanowania godności każdego z nas, wzajemnego zaufania, niezależności, spokoju… Tymczasem włączasz komputer, wpadasz przypadkowo na jakiś utwór faceta w turbanie…I już policja stoi za drzwiami twojego mieszkania, …już wpadają…no i mają cie kurwa, bo ustawa o prawach autorskich i prawach pokrewnych z 4 lutego 1994 r. stypuluje,…
…że chroni ona utwory: plastyków, fotografików, lutników, architektów, urbanistów, autorów scenicznych, choreografów, muzyków, programistów komputerowych, a nawet twórców pantomimy, i Bóg jeden wie jeszcze czego i kogo.
I do ciupy mój internauto, do ciupy…
Uwaga! Dziś prawo Tuska chroni tylko Hołdysa i jego turban. Ale jutro?...Spróbuj puścić w twoim kompie cokolwiek, z którejkolwiek strony świata, to będziesz miał przesrane, będą cię ścigać do końca twoich dni…
Oto demokratyczna instytucja jaką jest internet w konfrontacji z wolnością publiczną jaką oferować będzie podpisana przez Tuska konwencja o ACTA.
Ponoć ANONYMOUS, to zaledwie 3000 facetów. Ale na Youtube, mamy już 180.000 haseł firmowanych przez tę grupę. Korzysta z tych haseł 8.000.000 użytkowników. Tworzą oni przestrzeń komunikacyjną, która oferuje dziś 800.000.000 stron odwiedzanych regularnie raz w miesiącu.
Przeciwko takiej armii wytacza dziś działa minister Zdrojewski i premier Tusk. ANONYMOUS pokazali, że nie są bezbronni wobec terroru państwa. Z łatwością zlikwidowali śmieszne umocnienia sztabu generalnego Tuska i rozpoczęli buszowanie w jego sieci. A mówią, że to tylko początek.
- Nie mamy bomb, rakiet, ani kul. Nie chcemy nawet cybernetycznej wojny, którą jesteśmy w stanie za każdym razem wygrywać. Dajcie nam tylko wolność w internetowej przestrzeni – oto hasło ANONYMOUS.
Ci ludzie żyli sobie do tej pory przed ekranami swoich komputerów i dysponowali swoim wirtualnym światem. I nagle w ich prywatność weszło paru idiotów w turbanach i zaczęło ustalać, co na tych ekranach, co w relacjach tych ludzi jest dozwolone, a co zakazane.
Więc ci młodzi odeszli od komputerów i wyszli na ulice.
Nie wszyscy. Paru zostało przed ekranami i zaczęło szperać w systemach.
Oby ci ludzie w turbanach przy władzy nie żałowali później wszyscy tego, że z armaty strzelali do wróbli. Wikileaks ujawnił przecież niedawno, jak bawią się ci faceci przy władzy.
Internauci nie boją się władzy. To władza powinna się bać internautów. Zwłaszcza, gdy zakładają oni maski. Dlatego pierwszym krokiem Tuska tak jak dla kibiców zakaz szalików, będzie chęć zrzucenia protestującym masek. Nie stosowanie się do zakazu karane będzie wysoką grzywną. Później Gowin wprowadzi nowelę kodeksu karnego, aby zamykać tych, którzy w wirtualnej przestrzeni stanowią zagrożenie dla istniejącego porządku prawnego.
Później mogą jeszcze tylko zabronić sprzedaży komputerów.
Ale wolności ludziom nie zabronią.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)