Stadiony nie gwarantujące bezpieczeństwa, rozkopane autostrady, które prowadzą donikąd, nieosiągalne za pomocą środków komunikacji miejskiej porty lotnicze – oto rezultat wysiłków ekipy Donalda Tuska, która przez blisko pięć lat miała tylko jeden cel – przygotować cztery polskie miasta do organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej.
Ekipa Grabarczyków, Much, Sławków Nowaków, Millerów miała do dyspozycji budżet blisko 120 miliardów (sto dwadzieścia miliardów złotych). To połowa unijnych dotacji, które gdyby były przyznane Polsce w nowym budżecie, oznaczać by miała największy sukces tej ekipy. 120 miliardów to tyle ile wyniesie skumulowany 4-letni deficyt Polski. Jednym słowem to zawrotna kwota, której Tusk nie był w stanie wydać. A stało się tak mimo, że początkowe kosztorysy stadionów zwiększyły się w trakcie realizacji dwukrotnie. Wybudowaliśmy ponoć najdroższe na świecie stadiony, które po EURO 2012 trzeba będzie natychmiast przebudowywać. Spełniają one bowiem normy UEFA dla rozgrywek międzynarodowych, natomiast nie spełniają kryteriów wymaganych przy rozgrywkach polskiej ligi.
Dwukrotny premier Polski nie zbudował autostrady z Łodzi do Warszawy. Zabraknie połączeń Toruń – Stryków, Rzeszów – Korczowa i Wrocław – Poznań. Czy dojedziemy do miast gospodarzy mistrzostw pociągami? Grabarczyk udowodnił, że podróż taka oznaczać może kilkunastogodzinną przygodę. Natomiast jego następca Sławek Nowak oznajmił z właściwym sobie humorem, że drogi i koleje nie będą grały podczas EURO 2012.
Nie będzie także grało bezpieczeństwo stadionów. Ministrowi spraw wewnętrznych obcięto w ubiegłym roku 25 procent puli z budżetu na bezpieczeństwo stadionów. Roszady personalne w resorcie zdemobilizowały ekipy, które od 4 lat przygotowywały się do operacji mistrzostw Europy.
W resorcie Muchy wyliczono, że wspaniałości Polski przyjadą podziwiać setki tysięcy, albo nawet miliony kibiców z Niemiec, Czech, Włoch, Hiszpanii. Mucha może spać spokojnie. EURO 2012 obejrzy we Wrocławiu może 10.000 Czechów. Do Gdańska ściągnie może tyle samo Niemców. Do tego dodać jeszcze parę tysięcy Anglików i to wszystko. Hotelarze i restauratorzy, którzy liczyli na gigantyczne zyski raczej obejdą się smakiem.
PO liczy już tylko na Smudę. Jeśli nasi wyjdą z grupy, to kibole wybaczą Tuskowi kompromitację. Ale gdy rezultaty na boisku wzmocnią frustrację młodych, to i tym razem rząd Tuska nie będzie miał spokojnych wakacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)