9 września 2008 r, gdy dziennikarze programu TVN zatytułowanego „Teraz My” poinformowali go, że syn zaufanego człowieka ministra Sawickiego, szuka dojścia do dyrektora Agencji Rynku Rolnego w Bydgoszczy aby zdobyć pracę, Donek oznajmił:
- PO będzie reagować, piętnować i wyrzucać ludzi z pracy, gdy nepotyzm będzie dotyczył działaczy Platformy.
Premier odciął się w ten sposób od znanych, godnych ubolewania praktyk, doskonale znanych od dwóch dziesiątków lat w kręgach jego obecnie sojuszniczej partii chłopskiej. Ponoć każdy polityczny kompromis Pawlaka oznacza frymarczenie posadami, czy tak jak dzisiaj, budżetowymi dotacjami na cele działalności partyjnej.
Czy jednak koleś Donek wypalał żelazem identyczne praktyki w gronie kolesiów z jego własnej partii?
A gdzie tam!
Jedną z pierwszych jego wpadek był casus platformerskiego senatora. To był chyba rok 2009 i likwidacja stoczni. To był dramat setek, o ile nie tysięcy zwalnianych ludzi. Tomasz Misiak pracował wówczas w senackiej komisji gospodarki narodowej przygotowującej ustawę o likwidacji przemysłu stoczniowego. A zaraz po likwidacji przemysłu stoczniowego w Polsce, gdy inwestor z Kataru okazał się fantomem, firma senatora Work Service otrzymała z Agencji Rozwoju Przemysłu z tak zwanej wolnej ręki, dotacje na prowadzenie doradztwa dla zwalnianych stoczniowców z Gdyni i Szczecina. To już mogło pachnieć skandalem. Więc po długim okresie ociągania się, nolens volens, Donek musiał reagować. Misiak odszedł z Platformy.
Później było już tylko gorzej.
Relacjonując śledztwo w sprawie afery hazardowej „Rzeczpospolita” informowała w październiku 2009 roku o zleceniu jakie wydał Miro Drzewiecki swojemu szefowi gabinetu Marcinowi R (jak rosół). Chodziło o to, aby gdzieś upchnąć córkę Ryszarda S., tego od „jednorękich bandytów” z którym minister sportu w rządzie Donka był w znakomitych kontaktach. Najpierw była mowa o dyrekcji Centralnego Ośrodka Sportu, później o jakąś związaną z resortem firmę turystyczną. Wreszcie stanęło na tym, że pani Magda będzie aplikować do zarządu Totalizatora Sportowego. Pech chciał, że CBA było już na tropie Mira, Rycha i Zdzicha. Więc cóż, córka biznesmena Magda S. znalazła się na lodzie.
- To dziki kraj – podsumował sprawę skarbnik Platformy Donka.
Przed dwoma laty Gazeta Prawna informowała o karierze 23-letniej wówczas córki ministra finansów Vincenta. Dziewczę o wdzięcznym imieniu Maya zostało przygarnięte w gabinecie politycznym ministra spraw zagranicznych Radka. Maya, tuż po studiach, bez żadnego doświadczenia zawodowego, otrzymała stanowisko doradcy. Prasowe doniesienia o nepotyzmie Vincenta i Radka zostały zignorowane przez Donka. Dziewczyna wypełniła swoją misję w MSZ wiernie i do końca.
Dokładnie przed rokiem prasa donosiła o wyczynach rządzącego z nadania Donalda Tuska Podlaskim Urzędem Marszałkowskim Jarosława D. Prokuratura Okręgowa zarzuciła mu załatwianie pracy „swoim ludziom” w zamian za korzyści majątkowe.
Tygodnik „Nie” w numerze 6 z datą 3-9 lutego 2012 przypomina karierę dyspozycyjnie zaprogramowanego nieudacznika komisji hazardowej Sekuły. Po skandalicznie niskich wynikach w wyborach samorządowych w Zabrzu, były wiceprzewodniczący PO został bez pracy. Donek zrobił go więc ministrem finansów i rzecznikiem dyscypliny finansów publicznych w nowym rządzie. Niech chłopak ma za to, że tak ciężko tyrał przy aferze Zbycha, Rycha i Mira…
Super Express podał przed kilku dniami, że żona Tomasza Nałęcza, doradcy w kancelarii prezydenta RP Komorowskiego (profesor Nałęcz, z dwudziestoletnim stażem w PZPR), została ministrem edukacji w rządzie Donka. Daria Lipińśka – Nałęcz była dyrektorem archiwów państwowych, a ostatnio rektorem alma mater Łazarskiego.
Jeśli najciemniej jest pod prezydencką i premierowską latarnią, to można sobie wyobrazić, co dzieje się na prowincji.
Portale internetowe donoszą o panoszeniu się rodzinnych układów w operze i filharmonii podlaskiej, gdzie dyrektor Roberto Skolmowski zatrudnia jako dyrygenta teścia, a jako śpiewaczkę swoją żonę. Roberto nie widzi w tym nic zdrożnego.
- Tak wygląda życie artystów – komentował w wywiadzie dla białostockiego radia Roberto.
Zgorzeleckie forum.zgorzelec.info pisało o podziale platformerskich partyjnych łupów już w sierpniu 2008 roku. Ich kolekcjonerem miał być niejaki Józef K., piastujący wtedy 6 funkcji politycznych i 5 stanowisk gospodarczych: od członka rady krajowej PO, przewodniczącego komisji budżetu i finansów w powiecie, po dyrekcję zakładu transportu w kopalni Turów i wiceprezesurę w klubie „Nysa” Zgorzelec.
- Kapitałem Platformy są ludzie – podkreślał zawsze premier Donek.
Może właśnie dlatego, Wrocławskie Stowarzyszenie Civitas Europea dostało 5.000.000 złotych z unijnego programu „Kapitał Ludzki”. Pieniądze rozdzielał Dolnośląski Wojewódzki Urząd Pracy. Program nadzorował oczywiście lokalnie zaufany człowiek PO, Piotr B. Jego żona jest w stowarzyszeniu skarbniczką. Układ był domknięty.
A gdy już jesteśmy we Wrocławiu, to warto wiedzieć, że w czasach, gdy Grzesiu Schetyna był marszałkiem sejmu, w maleńkim Lubaniu walczył o swoją czwartą kadencję w radzie jego szwagier. Zawsze przed kampanią marszałek Grzesiu przyjeżdżał do tego 24-tysięcznego miasteczka, aby porozmawiać z bratem swojej małżonki.
- Ot, taka rodzinna, wcale niezobowiązująca wizyta szefa dolnośląskiej Platformy – ironizuje „Nasz dziennik”.
W rodzinnym gronie najlepiej czują się też pracownicy Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej w stolicy. 40 procent pracowników agencji nosi powtarzające się nazwiska, a niemal 200 osób to krewni lub powinowaci. Średnia pensja członków tej „rodziny” przekracza 15.000 (piętnaście tysięcy) złotych. Rodzinie nie wystarczyły jednak tak horrendalne sumy. Facet, który pracował tam na etacie dorobił jeszcze w ciągu 6 miesięcy 170.000 złotych na umowy –zlecenia.
Jest jednak jaskółka, która czyni wiosnę. Oto bowiem „Gazeta Krakowska” informuje dziś o tym, że platformerska sitwa schodzi głęboko pod ziemię.
- Jakub Czerwieński, Marcin Andrukowicz i Kajetan d’Obyrn mają legitymacje Platformy – pisze gazeta.
W Wielickiej Kopalni Soli najpierw pojawił się prezes d’Obyrn, aby po trzech miesiącach ściągnąć na dół dwóch pozostałych. Jeden z nich ma doświadczenie w branży turystycznej, drugi był dyrektorem administracyjno – technicznym w teatrze. Dziś Platforma rzuciła ich na odcinek soli. Prezes kopalni nie rozumie, czemu 700-osobowa załoga żupy wścieka się i mówi o sitwie.
Odpowiedź na to pytanie wydaje się dość prosta. Wyraziła ją Iwona Schymalla, jeszcze do niedawna dyrektor TV1.
- Od lat mamy do czynienia z praktyką najazdów grup politruków, którzy po sparaliżowaniu struktur firmy brakiem kompetencji, nepotyzmem i kumoterstwem, powracają do uprawianego wcześniej procederu niewybrednych ataków i spekulacji personalnych.
Państwem Tuska zaczynają więc rządzić cyrulicy, ich kuzyni i znajomi.
Rząd Tuska ma już mało wspólnego z państwem prawa i czystych reguł.
W ciągu 4 lat Donkowi udało się rozmontować państwową administrację i zaprowadzić rządy kolesiów.
Przytoczone wyżej informacje zaczerpnąłem z lektury kilku internetowych portali, gdy zapytałem o „PO+nepotyzm”. Nie jestem więc oczywiście w stanie przytoczyć wszystkiego, co wypluł w tym momencie komputer.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)