Pod takim tytułem relacjonuje sobotnie Le Figaro piątkową wizytę w Warszawie socjalistycznego kandydata na prezydenta Francois Hollande.
-Jeszcze jedne zamknięte drzwi – pisze dziennik.
Wprawdzie francuski kandydat na prezydenta został przyjęty przez Komorowskiego, ale uścisk dłoni obu panów odbył się niezwykle dyskretnie, niemal w przedpokoju.
Tak twierdzą posłowie i senatorowie, którzy towarzyszyli socjalistycznemu kandydatowi na fotel prezydenta w trakcie jego wizyty w Warszawie.
Za to Hollande został przyjęty z wszelkimi honorami przez komunistów z Leszkiem Millerem. W trakcie tego spotkania kurtuazyjnie, choć nie wprost stwierdził, że rozumie Tuska, który „związany jest z innymi” przywódcami Europy z którymi wspólnie pracował, i być może dlatego nie znalazł czasu i ochoty, aby uścisnąć dłoń kandydatowi na prezydenta z innej niż on opcji politycznej.
Wokół zachowań Tuska panuje aura tajemniczości i niezrozumienia. Unikając jak ognia spotkania z Hollande kopiuje on postawy przywódców w Berlinie, Rzymie i Madrycie. Prasa europejska oskarża wręcz przywódców tych stolic o tworzenie antysocjalistycznego frontu w nadchodzących wyborach prezydenckich we Francji, w których Hollande jest do tej chwili nie kwestionowanym faworytem. Można spekulować, że zachowania Tuska w przypadku wygranej Hollande będą miały daleko idące konsekwencje w stosunkach polsko - francuskich, które i dziś do najlepszych przecież nie należą.
Dostrzega to wyraźnie polska lewica. Leszek Miller przyjął w piątek Francois Hollande z wszelkimi należnymi honorami. Porówna on zawarty niedawno pod auspicjami Merkel i Sarkozy nowy traktat europejski do ptaka, który ma tylko jedno, prawe skrzydło. Jest on żywy, może nawet piękny, ale nie potrafi latać – stwierdził Miller.
Hollande zapewniał w Polsce, że gdy tylko wygra wybory we Francji, to stworzy w Europie siłę dla całkiem nowej europejskiej rekonstrukcji.
Zapewnieniom tym towarzyszył entuzjazm Kwaśniewskiego i Michnika, którzy na otwartym spotkaniu w „Gazecie Wyborczej” zachęcali Francuza do stworzenia nowoczesnej, odrodzonej europejskiej lewicy. Robili to jednak w sposób anachroniczny i dość zabawny. Kwaśniewski mówił jak hunwejbin o lewicowym huraganie, który powinien ożywić myśl kontynentu. Natomiast Michnik chwalił się znajomością dość dawno zapominanych we Francji ludzi lewicy: Jean Paul Sartre’a i Guy Mollet’a. Wzbudziło to zdziwienie u francuskiego gościa dla którego osoby te, modne 50 lat temu, nie są już symbolami nowoczesnej lewicy.
Na spotkanie w „Gazecie Wyborczej” zaproszono między innymi Tadeusza Mazowieckiego i Jacka Rostowskiego. Ten ostatni został jak uczniak wezwany przez Michnika na podium, aby złożył gościowi deklarację gotowości Polski do przystąpienia do strefy euro. Minister bez ociągania spełnił życzenie redaktora, co musiało wprawić w konsternację zarówno przyszłego ewentualnego prezydenta Francji, jak i cały sztab jego doradców, w którym są przecież aktualni deputowani i senatorowie. Nie rozumieją oni przecież na tyle polskiej specyfiki politycznej w której redaktor „Wyborczej” w zmieniających się ekipach nadal stara się odgrywać rolę wiceprezydenta.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)