Adalia Satalecki Adalia Satalecki
759
BLOG

STRAJK PARADOWSKIEJ NA CZERSKIEJ

Adalia Satalecki Adalia Satalecki Rozmaitości Obserwuj notkę 12

 

               Byłem wczoraj z synem o godzinie 18 na Placu Trzech Krzyży.
 
Wyważone przemówienie Kaczyńskiego pod pomnikiem Witosa. A dalej, spokojny spacer kilku - chciałoby się powiedzieć za organizatorami - kilkunastu tysięcy osób zimnym wieczorem pod kancelarię rady ministrów.
 
Tu atmosfera pikniku i spokojna zachęta Kaczyńskiego, aby pokazać rządowi czerwoną kartkę. Mówca uzasadnia ją tym, że Tusk w kampanii wyborczej nie wspominał o reformie emerytalnej, która w prezentowanej dziś formie zmusi wszystkich bez wyjątku do pracy do 67 roku życia. To przemawiającemu wydaje się w założeniach nieuczciwe i niesprawiedliwe. Rząd nie powinien rozpoczynać reform od emerytów, tych najbardziej zużytych, najbardziej wrażliwych, najbardziej bezbronnych osób. To nie tak...
 
I to wszystko. Kilka minut po 19.00 tłum rozchodzi się w spokoju, bez najmniejszego incydentu.
 
Zupełnie inaczej wyglądał ten pisowski spacer w relacji Janiny Paradowskiej i jej dzisiejszych gości: ministra skarbu, potem  SLD-owskiego (dziś niezależnego) senatora, wreszcie dobranych i przebranych gości radia z Czerskiej, tak zwanych publicystów i komentatorów.
 
Polska z ulicy Czerskiej, to kraj nieustannie podpalany przez politycznych piromanów. Dla niepoznaki przebierają się oni w rozmodlony tłum przed pałacem na Krakowskim Przedmieściu. Czasem, tak jak wczoraj, Kaczyński rozdaje paru tysiącom osób czerwone kartoniki i chce nimi podpalić urząd rady ministrów.
 
Na szczęście garstka hunwejbinów z radia TOK FM czuwa i dmucha na PiS, studząc przy okazji zapędy ich wodza.
 
Gdyby nie mołojecka czujność pani Janiny, jej mocodawców i gości, to dom w którym mieszkamy, Polska, byłby obszarem pożarów i zgliszczy.
 
Ja, Paradowska i jej goście z gruntu nie zgadzamy się ze sobą, choć opisujemy jedno wydarzenie dziejące się w jednym kraju. Widzimy je bowiem o różnych porach. Ja widziałem je wczoraj o godzinie 18; Paradowska opisywała je ustami swoich rozmówców dziś od siódmej rano. Dwanaście godzin, to przepaść, to dzień i noc. Dziennikarz, który opisuje wydarzenie, w którym nie brał udziału, nie jest obiektywnym świadkiem lub kronikarzem. Kiedyś mówiło się, że dziennikarz, to krowa, która przeżuwa cudze myśli…  
 
Czy ktoś byłby w stanie powiedzieć mi, dlatego pani Janina woli unikać wieczornych spacerów w tłumie Warszawiaków, aby najpierw zobaczyć, a później mówić, czy rozmawiać na ten temat ?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Rozmaitości