Adalia Satalecki Adalia Satalecki
154
BLOG

ELEKTRONICZNY DYKTATOR

Adalia Satalecki Adalia Satalecki Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Brytyjski Guardian publikuje dziś omówienie blisko 3.000 e-mails, które redakcja otrzymała od anonimowego syryjskiego opozycjonisty. Dokumenty, których autentyczność zdaniem gazety, nie budzi żadnych wątpliwości, dotyczą elektronicznej wymiany korespondencji syryjskiego dyktatora Al.-Assada. Korespondencja dotyczy okresu od czerwca 2011 do lutego 2012 r. W tym czasie represje przeciwko opozycji zamieniły się w regularną wojnę w której według danych ONSZ zginęło dotychczas 8.000 osób.
 
Od początku Damaszek wspierany był w swoich działaniach przez reżim w Iranie. Prezydent Bachar Al-Assad otrzymywał stamtąd wsparcie dotyczące zapowiedzi reform, które nigdy nie przybrały konkretnych form i sugestie nasilenia represji. Te ostatnie były jedyną rzeczywistością w kraju.
 
Żona Al-Assad’a żyła w tym czasie w zupełnie nierealnym świecie pławiąc się w próżności szalonych zakupów. Zamawiała np. lampę Armani u Harrods’a w Londynie, biżuterię i kolie w Paryżu, czy meble w Damaszku.
 
- Gdy razem będziemy silni, razem odniesiemy triumf – pisała do męża.
 
Jeden z doradców Bachara Al.-Assad, po konsultacji z irańskim ambasadorem, sugerował mu w tym czasie mocne orędzie do narodu.
 
- Myślę, że wystąpienie powinno być mocne, żeby nie powiedzieć gwałtowne. Takim bowiem ludzie chcą widzieć swojego prezydenta. Powinien pan także, panie prezydencie, przemycić nieco informacji dotyczących naszych zdolności wojskowych. Niech opinia publiczna zrozumie, że jesteśmy zdolni prowadzić działania militarne na szeroką skalę.
 
Dopiero 30 stycznia Asma Al.-Assad miała otrzymać list od córki emira Kataru: „szczerze myślę, że to najlepsza chwila, aby wyjechać i rozpocząć normalne życie. Jestem pewna, że możecie wybrać wiele miejsc na świecie – radziła przyjaciółka rodziny.
 
Mimo to dyktatora nie opuszczało poczucie humoru. Gdy żona informowała go e-mailem, że będzie wolna o godzinie 17, Bachar odpisał:
 
- To najszczęśliwsza wiadomość o której mógłby śnić mój kraj. Akceptuję to bardziej, niż ten cały prawniczy chłam, te wybory, prasę…
 
Guardian zapewnia, że korespondencja została starannie zweryfikowana pod względem autentyczności. Dziennik nie dysponuje jednak takimi możliwościami, aby zweryfikować autentyczność każdej informacji.
 
Inny dziennik, tym razem francuski Le Monde podał, że reżim syryjski opracował specjalną stronę YouTube, aby śledzić na niej osoby sprzeciwiające się prezydentowi. O istnieniu fałszywej strony poinformowała amerykańska organizacja Electronic Frontier Foundation. Otwierający stronę nie wiedział, że przechwytywano w ten sposób jego dane. Rządowy serwer wszedł wkrótce w posiadanie informacji o wielu członkach opozycji.
 
/na podstawie Le Monde/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości