Niezwykle wrzaskliwy w każdej sprawie profesor z naszego już Pałacu Namiestnikowskiego oburza się na list Ziobry skierowany do prezydenta RP, który zachowuje milczenie w bulwersującej miliony ludzi sprawie „Telewizji Trwam”.
Nałęcz, zastępujący prezydenta w każdej sprawie w której wątpliwości nastręcza pisownia wyrazu „ból” oburza się na to, że Ziobro domaga się od prezydenta interwencji u prezesa rady radia i telewizji. Domaganie się takiej interwencji jest zdaniem Nałęcza szczytem ignorancji byłego ministra sprawiedliwości, który daje dowód ludycznego pojmowania funkcji prezydenta RP.
W programie niezastąpionej i powolnej władzy Moniki Olejnik (MO) w Radiu ZET, profesor ubolewał nad upadkiem obyczajów, który przejawia się w tym, że politycy kierują jakieś apele do jego pryncypała.
Niestety, tę wiarę w moc prezydenta lud w Polsce jeszcze posiada. Bo w każdym wieśniaku zasiadającym w pałacu, lud chce widzieć tego swojego Piasta, rozstrzygającego przynajmniej raz w roku pod dębem Bartek konflikty, jak to drzewiej bywało.
Tymczasem jaki jest Bronek każdy widzi. Ale gdzie ma iść naród, gdy w państwie nie działają już żadne instytucje ? Więc idziemy na Belweder. I będziemy tam chadzać, czy się Nałęczowi podoba, czy nie.
Bo zaufanie do władzy ustawodawczej jest żadne. Bo administracja publiczna cieszy się także znikomym zaufaniem obywateli. Bo władza sądownicza z jej ociężałością i niezrozumiałymi rozstrzygnięciami, każe szukać sprawiedliwości raczej w Strasburgu, niż w sądzie rejonowym w Pińczowie. Bo oświata i szkolnictwo wyższe w Polsce pod kierunkiem pani wiceminister, profesor Darii Lipieńskiej – Nałęcz (zbieżność nazwisk nie przypadkowa) są na takim poziomie, że stołeczna Alma Mater profesora Nałęcza, klasyfikowana jest na świecie w czwartej setce uczelni. Bo służba zdrowia pod rządami konferansjera z SLD jest sparaliżowana od czasu, gdy reformował ją konował z Szydłowca….
W Polskę działającą w majestacie prawa nie wierzy nawet Miro Drzewiecki, były minister sportu w rządzie Tuska, który kraj nad Wisłą widział z perspektywy lubej Ameryki dzikim. Ba, sam premier miał ludyczną wizję Belwederu i Krakowskiego Przedmieścia, gdy wszystkie żyrandole pod tymi adresami oddawał w czasowe użytkowanie Bronkowi i profesorowi Tomkowi.
Więc słusznym jest chodzić pod Belweder, i będziemy tam chodzić częściej, nawet gdybyśmy panu Nałęczowi sprawiali bul (od słowa boli).


Komentarze
Pokaż komentarze (6)