Bez echa odbił się apel Lecha Wałęsy, który w przeddzień manifestacji w obronie telewizji „Trwam” wzywał władze do reakcji na zapowiadaną wielotysięczną demonstrację przed siedzibą prezydenta i rady ministrów. Tylko na stronach byłych działaczy Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża Kazimierz Maciejewski kpił z laureata Pokojowej Nagrody Nobla, który apelował o interwencję „stosownych sił porządkowych”, aby „nie pozwolić podpalić Polski”.
Nasz kraj przetrwał nawałnicę dziesiątków tysięcy wiernych, którzy po mszy na Placu Trzech Krzyży przeszli w pochodzie Alejami Ujazdowskimi.
„Stosowne siły porządkowe” zgromadziły się tymczasem wokół stadionu Legii. Zauważyłem tam również dwa oddziały straży pożarnej, które były gotowe gasić pożar, gdyby ktoś z pochodu postanowił „podpalić Polskę”.
* * *
Tydzień po tym wszystkim prasa doniosła, że niemiecki land Bawarii zamierza opublikować 70 lat po śmierci autora książkę zatytułowaną w przekładzie na język polski „Moja walka”.
I nie wiem, nie umiem tego wytłumaczyć, ale jakoś nasunęły mi się tutaj jakieś skojarzenia… Bardzo przykre skojarzenia.


Komentarze
Pokaż komentarze