Kamiński w radio,
Kamiński w telewizji,
Kamiński w prasie i księgarni,
Kamiński na portalach internetowych…
Kamiński tu, Kamiński tam, Kamiński jak ten golibroda z opery Rossiniego - kompozytora, który w wieku 30 lat skończył karierę i jak Kamiński poświęcił się żarciu.
Więc Kamiński jest wszędzie, i jak Figaro z "Cyrulika" jest wszystkim: balwierzem, powiernikiem, swatem, posłańcem. W każdej dziedzinie jego talenty błyszczą ponad innych, a jego dobre intencje są zbawcze dla dawnych jego przyjaciół:
Zbyszka Zbiory (młody, ładna żona, dziecko, błyskawiczna kariera, opinia szeryfa ale to w gruncie rzeczy dysydent z lat 80-ych ubiegłego wieku);
Jarka Kaczyńskiego (on już wie, że przegrał, on tak boi się o swoje przywództwo, że nie jest w stanie przeprowadzić w partii debaty),
i Romka Giertycha (całą noc spierałem się z nim o sprawę wyborów do parlamentu europejskiego).
Dostaje się Rydzykowi, że napuścił Jarka na Zbyszka i przyglądał się bijatyce chłopców, i Macierewiczowi, który w sprawie tragedii smoleńskiej prowadzi retorykę niczym z plemiennej, afrykańskiej polityki.
A sam Kamiński wygolony jak Azja Tuhaj-bej, albo nie przymierzając jak uzbecki ambasador, no i zawsze niezwykle skromnie o sobie:
że szyje garnitury w Hong-Kongu bo taniej,
że jest kibicem Polonii, bo to w Warszawie modne,
wieszczy wreszcie Kamiński „Koniec PiS-u” biorąc przykład z najlepszych autorów.
Za te banialuki Michał Kamiński zgarnia rocznie pensję w wysokości 300.000 złotych plus diety, które przy maksymalnym skumulowaniu dni pracy w parlamencie europejskim mogą sięgać kwoty 180.000 złotych. Razem 480.000. To daje 40.000 miesięcznie za medialne wygłupy zblazowanego fircyka.
No i honoraria za „Koniec PiS-u”.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)