Na łamach portalu sygnowanego nazwiskiem Tomasza Lisa można właśnie przeczytać list otwarty Rostowskiego do Balcerowicza. W dokumencie tym, stary londyński licencjat zachwala ekonomiczne osiągnięcia ekipy Tuska i wzywa profesora Balcerowicza do zdjęcia licznika wskazującego w centrum Warszawy poziom aktualnego zadłużenia kraju. Przypomnijmy, że osiągnęło ono dziś w sektorze prywatnym i państwowym astronomiczną sumę jednego biliona sześciuset sześćdziesięciu dwóch miliardów złotych.
- Skończył się w Polsce cykl wzrostu długu – pisze tymczasem Vincent Jacek Rostowski. Od tego momentu szybciej się bogacimy, niż zadłużamy.
Vincent z Londynu twierdzi, że publiczny krzyk Balcerowicza może teraz przynieść tylko odwrotny od zamierzonego skutek.
- Znasz zapewne bajkę Ezopa o chłopcu i wilku – pyta retorycznie Rostowski – Otóż kiedy pastuch dla żartu krzyknął: wilk, ratunku!!!, to zbiegli się okoliczni chłopi, aby przegnać bestię. Kiedy jednak zorientowali się, że padli ofiarą dowcipu, postanowili więcej nie odpowiadać czynem na okrzyki chłopca. I pewnego razu, gdy stado owiec zostało faktycznie zaatakowane przez wilki, a młodzian wrzeszczał ratunku, nikt nie przybiegł mu już z pomocą.
Londyński moralista ostrzega, że tak samo może być z naszym codziennym ostrzeżeniem o długu publicznym Polski. Bilion, czy półtora biliona z odsetkami w wysokości 41 miliardów, to według niego pikuś, który nie wart jest elektronicznego zegara w centrum stolicy.
Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej: dwa miliony bezrobotnych w kraju, dwa miliony emigrantów poza ojczyzną, zapaść służby zdrowia, powiaty, gminy i miasta bez pieniędzy, likwidacja setek szkół, drastyczne ograniczenie dotacji na kulturę, zamykanie muzeów, teatrów i filharmonii…
Ale minister Rostowski z Londynu twierdzi, że to oznaka bogactwa.
Więc najlepsze widać jeszcze przed nami. Gdyby tylko nie ten zegar…
Przypomina mi się także w tym miejscu rada Platona polskiego państwa, który jako najlepszą receptę na gorączkę uznał stłuczenie termometru.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)