Adalia Satalecki Adalia Satalecki
185
BLOG

BEZPIECZNE NIEBO, PIEKIELNA ZIEMIA

Adalia Satalecki Adalia Satalecki Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Polskie awionetki spadają jak zwiędłe liście z drzew: ostatnio trzy wypadki, 6 ofiar śmiertelnych w ciągu 3 tygodni.
 
Samoloty pasażerskie lądują na brzuchu bez podwozia, bo nasi bohaterscy lotnicy nie wiedzą, że mają za plecami w kabinie skrzynkę bezpieczników między innymi z korkami do wypuszczenia podwozia.
           
Ale cała ta otoczka, która ma czynić wrażenie bezpieczeństwa polskiej przestrzeni powietrznej, to zupełnie coś innego…
 
Godzina jazdy na lotnisko.
Rejestracja 2 godziny przed wejściem na pokład…
Aby odlecieć o 8 rano, trzeba wstać o piątej, żeby być punktualnie.
 
No i te procedury bezpieczeństwa: żadnej broni na pokład – pistoletów armat, koktajli Mołotowa, żadnych napojów, obcinaczy do paznokci. Soczek dla dziecka trzeba wypróbować na rozkaz funkcjonariusza straży w hali głównej, żeby nie podać tego później załodze. Buty, zegarki, paski, sztuczne szczęki, rozruszniki serca, turbany, wszystko ściągać, wyjmować patroszyć w imię bezpieczeństwa podróżnych.
 
Najwyższa Izba Kontroli sprawdzała obowiązujące w Polsce zasady bezpieczeństwa na 9 lotniskach w Polsce. Odpowiada za nie minister infrastruktury – wcześniej w skrócie Czarek Grabarczyk, od końca 2011 roku minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej, w skrócie Sławek Nowak. W 2006 roku zobowiązano go do dostosowania polskiego prawa lotniczego do unijnych reguł. W ciągu 6 lat intensywnych wysiłków, tuskowe Czarki i Sławki wysmażyły pasztet, który nie jest ani polskim, ani unijnym prawem. Kontrolerzy NIK nazywają to „dualizmem prawa krajowego i przepisów unii”. Jednym słowem, „burdel”. 
 
Ludzie Donka opracowali oczywiście Krajowy Program Ochrony Lotnictwa Cywilnego i Krajowy Program Kontroli Jakości w tym zakresie. Grabarczyki i Nowaki, Miry i Zbychy opracowały Krajowy Program Szkolenia w dziedzinie ochrony lotnictwa. Jednym słowem stworzono fikcyjny parawan za którym zieje pustka działań i permanentnego zagrożenia.
 
Lotnictwo cywilne w Polsce, to dziś 54 lotniska, w tym 20 portów międzynarodowych. Obsługują one w roku około 20,5 miliona pasażerów i przyjmują, bądź ekspediują 80 mln ton ładunków.
 
Powtórzmy podstawowe pytanie: jaki jest stan bezpieczeństwa ludzi i ładunków pod niebem RP?
 
Gdy chodzi o ładunki, to ich bezpieczeństwo powinni dbać podmioty posiadające status zarejestrowanego agenta w dziedzinie bezpieczeństwa ładunków oraz poczty. Prezes urzędu wyznaczył takich agentów. Niestety, na 5 kontrolowanych przez NIK lotniskach nie robili oni nic. Ich funkcjami dyrekcje lotnisk obarczały funkcjonariuszy Służby Granicznej. Powód? Niewłaściwe przygotowanie agentów powołanych przez urząd lotnictwa cywilnego. Przesyłki pocztowe podróżujące samolotem kontrolują nieprzeszkoleni w dziedzinie bezpieczeństwa pracownicy Poczty Polskiej.
 
Natomiast na pytanie o bezpieczeństwo pasażerów odpowiedzi nie ma. Czuwający nad naszym bezpieczeństwem pod wodzą Czarka lub Sławka prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego nie prowadzi bowiem statystyk niebezpieczeństw i zagrożeń w ruchu powietrznym. Raport NIK stwierdza, że spośród 9 skontrolowanych lotnisk, aż 5 nie sporządziło w ciągu ostatnich 2 lat sprawozdań z działalności (Bydgoszcz, Gdańsk, Poznań, Wrocław, i Szczecin), zaś szóste (Kraków) przysłało stosowny dokument dopiero w trakcie kontroli NIK z 16-miesięcznym opóźnieniem.
 
Pan prezes i jego ministerialny zwierzchnik nie dokonują oceny zagrożenia aktami bezprawnej ingerencji w obszarze powietrznym RP. Na ziemi, pan prezes i pan minister wyznaczyli np. agentów i operatora pocztowego z rażącym naruszeniem prawa, powierzając niezwykle delikatne kwestie bezpieczeństwa spółkom i osobom zupełnie nie przygotowanym do wykonywania zadań związanych z zagrożeniem bezpieczeństwem lotów.
 
Polska wydaje ciężkie pieniądze na szkolenia pracowników portów lotniczych. Szkolenia te uprawniają do przyznania odpowiednich kategorii ocen stanu ochrony. Wszystko to wygląda dobrze tylko na papierze. Ale gdy inspektorzy NIK zajęli się kontrolą szkoleń okazało się, że programy tych szkoleń były niedostateczne, a poziom wiedzy uczestników był żaden. Nie było np. żadnego, wymaganego prawem, współdziałania Urzędu Lotnictwa Cywilnego z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Na listę instruktorów ochrony lotnictwa cywilnego wpisywano bez żadnej kontroli osoby zupełnie przypadkowe. W sumie nad bezpieczeństwem pasażerów, tylko na 9 skontrolowanych lotniskach, „czuwało” 259 osób zupełnie nie przeszkolonych w dziedzinie ochrony.
 
Przerażająco brzmi stwierdzenie NIK, że prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego „niewystarczająco nadzorował i kontrolował zadania związane z identyfikacją i ewidencją przeszkód lotniczych” i nie posiadał „pełnej, udokumentowanej wiedzy co do liczby przeszkód lotniczych występujących w kraju”. Nie podjął też skutecznych działań dla wyeliminowania oznakowania nocnego przeszkód lotniczych lampami, które nie spełniają wymogów. Całymi latami nie aktualizowane są informacje o takich przeszkodach jak maszty o wysokości 100 – 120 metrów, czy elektrownie wiatrowe o wysokości 150 m. Przy podejściu do lądowania na lotnisku Goleniów w Szczecinie bezpośrednim zagrożeniem jest lat ponad 5000 drzew. Z taką diagnozą nie godzi się miejscowy starosta. Kwestie dotykające codziennie bezpieczeństwa wielu ludzi zawisły w długotrwałej procedurze administracyjno – sądowej. Szczyt bezmyślności odnotowano w pobliżu krakowskiego lotniska w Balicach, gdzie zmontowano dźwig, którego wysokość przekraczała o 2,7 m bezpieczny pułap lądujących samolotów. Aż strach pomyśleć, że w kraju Tuska narażeni jesteśmy na podobną, kryminalną bezmyślność.
 
Jeśli spotka nas jakaś nieprzyjemność od naziemnej obsługi lotniska, to pamiętajmy, że ci ludzie też nie mają łatwego życia w tuskolandzie. … Zdarza się bowiem, że urządzenie rentgenowskie prześwietlające nasz bagaż obsługiwane jest poza dopuszczalnym czasem pracy przez jedną osobę. Dopuszczalny czas pracy na takim urządzeniu wynosi 20 minut. NIK stwierdzał przypadki pracy jednej osoby w ciągu 181 minut!!! Czasem więc „napromieniowany” funkcjonariusz, który zmuszony jest do pracy na dwóch urządzeniach jednocześnie (!!!) odczuwa zmęczenie, ból głowy, czy inne objawy związane z przebywaniem w bezpośrednim sąsiedztwie bomby rentgenowskiej, prosi o zastępstwo kolegę, czy koleżankę, którzy zupełnie nie znają urządzenia. Terrorysta, który chciałby wykorzystać moment niedyspozycji kontrolerów na polskich lotniskach mógłby to uczynić bez żadnych problemów.
 
Tuskoland był mocno krytykowany za tę ignorancję przez Komisję Europejską. Rok trwała w tej sprawie korespondencja między Warszawą i Brukselą. Na razie skończyło się na protokole rozbieżności. Następnym razem będą kary. Dotkliwe kary pieniężne.
 
Raport NIK enigmatycznie stwierdza, iż zarządy lotnisk nie realizują zadań związanych z dostępem osób i sprzętu do stref zastrzeżonych. Co to oznacza w praktyce? Lotniska w Bydgoszczy, Katowicach, Poznaniu, Szczecinie i Wrocławiu nie są starannie ogrodzone. 5 lipca 2011 na lotnisko w Poznaniu wjechały do strefy zastrzeżonej dwie ciężarówki. W Warszawie, Bydgoszczy i Wrocławiu pałętały się w strefach zastrzeżonych jacyś dziwni faceci.
 
Gdy nie ma autostrad i linii kolejowych, ekipa Tuska każe nam latać samolotami. Mało kto może sobie na to pozwolić, a kiedy już zdecydujemy się lecieć, to wcale nie jest takie pewne, czy opuszczając piekielną ziemię, znajdziemy się w bezpiecznym niebie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości