Nasze Słoneczko Peru nazwało abonament radiowo - telewizyjny „zbędnym reliktem przeszłości”. Tusk nawoływał więc przez to kiedyś do społecznego nieposłuszeństwa i nie płacenia daniny za programy, których nikt nie chce słuchać, ani oglądać. Nawet on.
Juliusz Braun, relikt prowincjonalnej popołudniówki postawiony na czele zarządu polskiej telewizji, wspólnie z kolesiami z poczty i skarbówki chce siłą przywrócić abonament.
Na utrzymanie kolosa z ulicy Woronicza w Warszawie Braun potrzebuje ponad miliarda sześciuset milionów złotych rocznie. Wydatki prezesa, to przede wszystkim jego zarząd, jego 90 dyrektorów i ich zastępców.
Pensje prezesa i członków zarządu telewizji, to po jakieś 20.000 złotych na głowę. Dziennikarzy, których będzie około 400 wyciągają połowę tej sumy. Sama telewizyjna śmietanka potrzebuje więc miesięcznie jakieś pięć milionów złotych.
Przeciętne wynagrodzenie dla blisko 4.000 pracowników zakładu przy ulicy Woronicza wynosiło dwa lata temu jakieś 6.500 złotych. Fundusz płac dla tej fabryczki snów wynosi więc każdego miesiąca około 25.000.000 złotych. To ponad 300 milionów rocznie.
A gdzie reszta?
Finansowy kryzys polskiej telewizji publicznej trwa zatem permanentnie. I na nic porównania z nadawcami prywatnymi, którzy na tym samym rynku radzą sobie znakomicie. Gdyby nie to, skąd wzięły by się milionowe fortuny Solorzy i Walterów.
TVP nie przyjmuje strategicznych planów, nie analizuje źródeł przychodów, nie kontroluje polityki inwestycyjnej, czy struktury zatrudnienia, bo za błędy Brauna i jego poprzedników płacisz ty, ja, społeczeństwo.
Wystąpienia pokontrolne Najwyższej Izby Kontroli są dla prezesów TVP czczym gadaniem. W czasie ostatnich trzech lat było tych magików sześciu. Rada nadzorcza zawieszała w tym czasie członków zarządu. My płaciliśmy tym pajacom 972.000 złotych wynagrodzenia, oddawaliśmy do ich dyspozycji służbowe samochody z kierowcami, a oni odpływali w siną dal bez obowiązku świadczenia pracy.
Taki to spektakl ta TVP S.A.
Społeczne nieposłuszeństwo do którego nawoływał wcześniej premier, w niczym nie narusza pozycji finansowej TVP. Zmniejszenie wpływów z opłat abonamentowych można przecież natychmiast rekompensować wzrostem emisji reklam.
W 2010 roku emisja reklam wzrosła w TVP1 aż o 32,4 procent w porównaniu z 2009 r. Wiarygodne dane wskazują, że we wszystkich programach spółki TVP.S.A. emituje się w roku…21.151 godzin reklam. Statystycznie więc przez 881 dni w roku u Brauna lecą same reklamy!!! Trzy lata reklam w ciągu roku!!! Na popularyzację wiedzy TVP przeznacza w swoich programach siedem razy mniej czasu, niż na reklamę podpasek.
A prezesowi ciągle mało.
Plany ekonomiczno – finansowe spółki w ubiegłym roku objęto „tajemnicą przedsiębiorstwa”. Oznacza to, że podatnik polski ma na telewizję płacić, choć nie ma prawa wiedzieć, co telewizja z jego pieniędzmi robi.
Wiadomo tymczasem, że reklamy i sponsoring przynoszą telewizji w roku ponad miliard dwieście pięćdziesiąt milionów złotych.
Czy ktoś myśli, że to dużo? Błąd!
Telewizja publiczna jest zadłużona w BRE Banku S.A. w ramach długoletniej umowy kredytowej na 20.000.000 złotych. Za prezesury Brauna linia kredytowa wykorzystywana jest przez kierownictwo w sposób ciągły, i to do maksymalnej wysokości.
A mimo to niedobór środków finansowych tylko z I półrocze 2011 wynosił w TVP ponad 115.000.000 złotych.
Braun twierdzi, że krytyczna sytuacja finansowa jego firmy spowodowana została społecznym niezdyscyplinowaniem. Skutkiem tego niezdyscyplinowania jest spadek wpływów telewizji z abonamentów.
Warto więc zadać sobie pytanie, jak telewizja Braun realizuje ustawową misję tworzenia i rozpowszechnia ogólnopolskich programów. A jest to zadanie niezwykle trudne, gdy zważyć, że w programach TVP przez 800 dni w roku lecą reklamy piwa i proszków do prania.
Przeprowadzona za lata 2009 - 2011 kontrola NIK wykazała, że w telewizji nie określono w sposób precyzyjny i jednoznaczny kryteriów kwalifikowania programów do misji publicznej zgodnie z wymogami Unii Europejskiej. Braun traktuje jako swoją misję wszystko, co leci na srebrnym ekranie. Wyłącza z tego jedynie płatne ogłoszenia i reklamy.
Telewizja głównie więc gada, i to bez przerwy, we wszystkich programach, przez 51.000 godzin w roku. Następnie bawi. Rozrywka, seriale i sport zajmują nam 33.000 godzin w roku. Razem z reklamą daje to 105.000 godzin. Tak Telewizja Polska wypełnia nam 4381 dni w roku.
Na tym więc polega cud telewizji Brauna, że przez 365 dni w roku daje nam niezapomniane wrażenia, wypełniając nimi 4381 dni życia. Oglądamy więc bez przerwy „Płocką Noc Kabaretową”, albo „Festiwal Kabaretu”. Albo dla odmiany „Kabaretowe Noce z Duchami” lub „Kabaretowy Klub Dwójki”.
Dwa telewizyjne tytuły zupełnie odpowiadają temu, co dzieje się przy Woronicza. Zawierają się one w pytaniach, „Czy świat oszalał” w „Dzikiej Polsce” ?
Na łamach salonu24 pojawiła się teza, że Brauna rzucono na TVP S.A., aby wykończyć telewizję publiczną. Przebiegłość pomysłu Platformy miałaby w tym przypadku polegać na chęci podwójnej wygranej: tej propagandowej i tej finansowej. Upadłość TVP oznaczać by miała zakończenie politycznej walki o wpływy w znaczącym medium. Sprywatyzowanie medialnego kolosa mogłoby natomiast zapewnić parę znakomitych synekur dla Platformy i ludzi prezesa. No i PiS nie mógłby już ujadać, że w publicznej telewizji uprawiane są polityczne gierki.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)