Michał Boni, minister cyfryzacji, i czegoś tam jeszcze w rządzie Tuska, był gościem TVN zaraz po dzisiejszych wiadomościach.
Pretekstem do rozmowy były taśmy PSL. Dość agresywny jak na obyczaje TVN dziennikarz chciał wiedzieć, czemu Tusk nie został zapoznany z sygnałami Najwyższej Izby Kontroli przez jednego z 559 pracowników swojej kancelarii. A kontrole NIK informowały już kilkanaście miesięcy temu o kolesiowskich układach w podległych koalicyjnemu PSL agendach Skarbu Państwa.
Boni rozpoczął od tłumaczenia, że Tusk miał w ostatnim czasie wiele pracy związanej z …anomaliami pogodowymi.
Dziennikarz TVN zbył tę wymówkę śmiechem.
Wtedy Boni próbował tłumaczyć, że adresatem raportu NIK był w pierwszej kolejności ... minister rolnictwa.
To kolejna, wierutna bzdura ministra, gdyż raporty NIK są z urzędu adresowane najpierw do prezydenta, następnie marszałka sejmu i senatu oraz do prezesa rady ministrów.
Moralista Michał Boni mówił dalej o tym, co w życiu i w państwie jest według niego najważniejsze.
- To zwykła, codzienna przyzwoitość. Trzeba pamiętać o tym, by być przyzwoitym, żeby nie wpadać w maleńkie pułapki, które mogą generować większe oszustwa - mówił zaufany Tuska.
Przypomnijmy więc, co o Michale Bonim, jednym z najbliższych współpracowników Tuska pisała wyrocznia uczciwości, „Gazeta Wyborcza”:
- Boni /…/w 1985 r działacz opozycji, został zatrzymany przez SB /…/Po nocy spędzonej w areszcie podpisał zobowiązanie do współpracy /…/
Zmanipulujmy cytat z artykułu W. Czuchnowskiego i postawmy w tym miejscu kropkę.
Bo Michał Boni, grozi, że za nazwanie go „agentem”, będzie ścigał autorów przed sądem za obrazę dobrego imienia.
Ja o Michale piszę jako dobrym,... państwowym agencie.
Ale mam stracha!...
Brrr…



Komentarze
Pokaż komentarze (11)