Włóczyłem się dziś jak zwykle o tej porze roku po stolicy i zapalałem znicze...
Na Powązkach słyszałem gwizdy i słowa „zdrajcy”, gdy cześć Powstańcom oddawali składając wieniec ponoć ci najważniejsi: premier i ten jego kumpel, Strasznie Zapalczywy Starzec.
Nie widziałem Majestatu Rzeczypospolitej. Bul – Komorowski miał widocznie ważniejsze sprawy, niż upamiętnianie śmierci 200.000 Powstańców i Mieszkańców Warszawy…Otwierał chyba Owsiakowy festiwal "róbta co chceta".
Na Powązki wysłali swoich umyślnych marszałek senatu i marszałek sejmu. Felczerka i pan Borsuk z Gdańska osobiście się nie pojawili, bo mieli widać także ważniejsze sprawy, niż bieganie pomiędzy mogiłami.
A ja po wizycie na cmentarzu pojechałem do mojego ulubionego poety.
- Gdy umiera poeta, płaczą jego przyjaciele, cały świat wtedy płacze. Gdy umiera poeta ginie z nim jego dzieło. Można je znaleźć tylko w kwiatach i w łanach zbóż – śpiewał francuski bard, Gilbert Becaud.
A pod tablicą mojego Kamila Baczyńskiego na Placu Teatralnym jakaś sztuczna, żółta róża z czerwonymi wypustkami i ze wstęgą na której napis głosi:
- Bohaterom Powstania, Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz – Waltz.
Dostrzegasz Czytelniku tę subtelność ? Prezydent Warszawy Bohaterom...
A jakiż Ty masz tytuł, ty Gronkiewicz – Waltz, aby w miejscu, gdzie zginął jeden z największych polskich poetów, ekspnować swoje nazwisko, a Jego nazywać anonimowym Bohaterem, nawet gdy mówisz o nim Powstaniec?
Ty…
Jadę 50 metrów dalej, gdzie w podwórzu znajduje się kamień upamiętniający powstańczy grób mojego cudownego Poety.
A tu, bukiet zakurzonych, zeszłorocznych pewnie sztucznych kwiatków, i nic, i bezbrzeża traw…
Ach ty…
Gdzie dzisiejsi literaci, gdzie Pen-Club, gdzie Związek Literatów Polskich?
...
A HG-W…



Komentarze
Pokaż komentarze (12)