Uznali siebie za czwartą władzę. Za to, że władza uznała ich za swoich, dopuścili politycznych bałwanów na łamy prasy, pozwolili pokazywać ich zakazane buźki na ekranach telewizji, udzieli im głosu w programach radiowych.
Politycy i dziennikarze stali się towarzystwem wzajemnej adoracji na scenie obserwowanej przez niewybredną publiczność. Ilu zapaleńców ogląda bez przerwy Palikota i Kalisza, Kwaśniewskiego i Millera? Sto tysięcy? Milion? Przeważać muszą w tej grupie emeryci i renciści, paru tak zwanych medioznawców oraz garstka politycznych obserwatorów. Bo któż inny może pozwolić sobie na to, aby – nie wiem – o siódmej rano przeglądać prasę, słuchać radia i oglądać te nie kończące się głupoty telewizyjnych magików. Dla kompletnych idiotów stworzono bloki informacyjne, które sączą polityczną głupotę co 30 minut. I tak do wieczora, przez cały dzień, kilkanaście godzin dziennie…
A mimo to prasa radio i telewizja pretenduje do władztwa nad duszami całego społeczeństwa.
Czwarta władza staje się pierwszą władzą, bo tę polityczną władzę wspiera, a nawet kreuje. Niedouczeni idioci, gdy tylko chwycą w dłoń pióro lub mikrofon, albo zasiądą w studio przed kamerami, stają się boskimi kreatorami. Łajdak, notoryczny kłamca lub zwykły przestępca, który uzyska medialną przychylność może zostać posłem, senatorem, premierem lub prezydentem.
I wtedy dopiero zdziwiona publiczność zadaje sobie pytanie:
Boże, kogo myśmy wybrali!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)