To było do przewidzenia.
Doktor G jest wprawdzie winny, ale bardziej winny jest Kaczyński i jego ekipa. Gdyby bowiem Kamieński i Ziobro przymknęli tylko oczy na aferę łapówkową w szpitalu ministerstwa spraw wewnętrznych, setki, tysiące, a może dziesiątki tysięcy osób mogłyby skorzystać w Polsce z możliwości przeszczepu serca. Tak twierdził wczoraj w programie Moniki Olejnik (MO) w telewizji brodaty profesor Hartman, etyk z zawodu.
Gdy odzywa się brodaty etyk Hartman, profesor z Krakowa, to trzeba sięgnąć do państwowych raportów dotyczących przeszczepów serca.
Istnieje w tej materii raport Najwyższej Kontroli z czerwca 2011 roku informujący o wynikach kontroli systemu przeszczepiania narządów. Dokument obejmuje okres rządów Tuska w latach 2007 – 2010 i stanowi druzgocącą analizę rządowych zaniedbań w dziedzinie nowoczesnych metod leczenia.
Odpowiedzialnym za wdrażanie Narodowego Programu Rozwoju Medycyny transplantacyjnej „Polgraft” był ówczesny minister zdrowia. Nie potrafił on jednak rozpoznać faktycznych potrzeb w tej dziedzinie. W efekcie zamiast 216,6 mln zł przewidzianych na realizację programu, faktycznie, w ciągu 4 lat, minister wydatkował tylko 43,8 mln zł (20,4 % zaplanowanych środków).
Szpitale nie dysponowały więc środkami w celu identyfikacji potencjalnych dawców narządów. W efekcie udział dawców zgłoszonych przez szpitale, w liczbie osób, które tam zmarły w badanym okresie (2007-2010), wynosił zaledwie od 1,58 %, do 2,11 %!!!
Oprócz przyczyn obiektywnych tego stanu (kryteria medyczne wykluczające możliwość pobrania narządów, brak oddziałów, w których ze względu na specyfikę leczonych tam pacjentów najczęściej pozyskuje się dawców, skomplikowana procedura potwierdzania podejrzenia śmierci mózgu), dyrektorzy szpitali zwracali uwagę na brak standardów współpracy pomiędzy oddziałami w zakresie identyfikacji potencjalnych dawców oraz niewystarczającą wiedzę niektórych lekarzy w sprawie procedur zgłaszania zmarłych i możliwości pobrania narządów.
Największą odpowiedzialność w tej dziedzinie ponosi jednak rząd i jego agendy. Minister zdrowia, w latach 2007-2008, nie sprawował należytego nadzoru nad procesem wydawania pozwoleń dla zakładów opieki zdrowotnej oraz banków tkanek i komórek, na czynności związane z pobieraniem, przechowywaniem i przeszczepianiem komórek, tkanek i narządów. Ze względu na braki w dokumentacji na podstawie której winny być wydane te pozwolenia, nie można było rzetelnie ocenić przestrzegania procedur obowiązujących w tym zakresie. W ocenie NIK, powyższe braki świadczyły nie tylko o nierzetelnym przechowywaniu dokumentacji przez ministerstwo zdrowia, ale również mogły być, w niektórych przypadkach, efektem wydawania pozwolenia bez spełnienia wymogów ustawowych. Minister zdrowia nie wywiązał się w pełni z ustawowego obowiązku przeprowadzania kontroli w bankach tkanek i komórek.Prawidłowemu funkcjonowaniu systemu nie sprzyjały wielomiesięczne opóźnienia w wydawaniu przez ministra zdrowia aktów wykonawczych do ustawy transplantacyjnej. W przypadku ustawy obowiązującej od 1 stycznia 2006 r., tylko 2 spośród 18 aktów wykonawczych weszły w życie w terminie wynikającym z tej ustawy. Natomiast w przypadku znowelizowanej ustawy transplantacyjnej, minister zdrowia nie wydał w terminie ż a d n e g o aktu wykonawczego.Minister zdrowia nie podjął wystarczająco skutecznych działań aby Centralny Rejestr Niespokrewnionych Potencjalnych Dawców Szpiku i Krwi Pępowinowej wprowadzony został do użytkowania, w terminie. Minister z opóźnieniem przekazał środki na stworzenie niezbędnego systemu informatycznego bazy danych dla tego rejestru.W 2009 r. minister zdrowia przekazał finansowanie niektórych świadczeń w zakresie transplantologii Narodowemu Funduszowi Zdrowia, zwiększając w ten sposób zakres świadczeń finansowanych przez NFZ. W efekcie, w niektórych przypadkach, nastąpiło ograniczenie dostępności do pozostałych świadczeń opieki zdrowotnej w tych zakresach, w których były kontraktowane świadczenia związane z przeszczepami.
W latach 2001-2006 wykonano łącznie 7.950 transplantacji. Największą grupę stanowiły przeszczepienia nerki (6.051 – tj. 76,9 %), a następnie przeszczepienia wątroby (1.114 – 14 %) i serca (652 – 8,2 %). Natomiast w okresie 2007-2010 wykonano łącznie 4.674 przeszczepy, w tym m.in. nerek - 3.354 (71,8 %), wątroby – 914 (19,6 %) i serca – 275 (5,9 %).
Według dyrektorów szpitali działo się tak z powodu braku oddziałów do pozyskiwania narządów od zmarłych dawców (tj. neurologii, neurochirurgii, oddziałów intensywnej terapii),a także z powodu przeciwwskazań medycznych, czy braku zgody rodziny osób zmarłych na pobranie narządów. Zebrane w toku kontroli informacje wykazały, że w poszczególnych latach w każdym ze szpitali dawcami były pojedyncze osoby spośród kilkuset osób zmarłych. W 2007 r. w 29 szpitalach zmarły łącznie 17644 osoby, ale dawcami było tylko 279 osób (1,58 %). W roku 2008 – dawcami było tylko 316 osób spośród 18859 osób zmarłych (1,68 %), w 2009 r. – 320 osób spośród 19131 osób zmarłych (1,67 %), a w 2010 r. (wg stanu na 28 września) – 256 osób spośród 12147 osób zmarłych (2,11 %).
Szpital w którym pracował doktor G zgłosił w 2007 r. tylko 8 dawców spośród 1209 osób zmarłych (0,60 %), w 2008 r. – 2 dawców spośród 1229 zmarłych (0,16 %), w 2009 r. – 4 dawców spośród 1294 zmarłych (0,3 %), a w 2010 r. – 4 dawców spośród 808 zmarłych (0,5 %).
Druzgocący raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący zaniedbań państwowej służby zdrowia w dziedzinie transplantologii powinien znaleźć się w materiałach śledztwa przeciwko doktorowi G. Powinien go poznać sędzia Tuley, redaktor MO z prasy, radia i telewizji, a nawet profesor –etyk Hartman z Krakowa.
Uproszczona wizja państwa w którym winą za łapówki G i zapaść w transplantologii obciąża się Zbiorę, Kamieńskiego i Kaczyńskiego nieco się już przeżyła.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)