Adalia Satalecki Adalia Satalecki
578
BLOG

Przegrał Komorowski wygrała TVP Brauna

Adalia Satalecki Adalia Satalecki Rozmaitości Obserwuj notkę 0

            Z lokatorem Pałacu Namiestnikowskiego Bronisławem Komorowskim najdotkliwszą porażkę w ostatnich wyborach poniosły media. Te wszystkie Paradowskie, Olejniki, Michniki, Lisy, Wołki Żakowskie i inni. Przegrała też nauka, a właściwie polska szkoła socjologiczna reprezentowana przez takich magików jak profesor Radosław Markowski, czy Janusz Czapiński, którzy wieszczyli przegraną Polski B i kolejną wygraną aferzystów z Polski PO.

            Najbardziej przegraną jest jednak telewizja, zwłaszcza ta niby nasza, społeczna, publiczna, to ruchome kino obrazkowe PO niczym z epoki braci Lumiere’s. Przez całą epokę, przez bardzo długich osiem lat, TVP propagowała sukces rządzących i nienawiść do połowy swojej widowni, która w rządach PO dopatrywała się zła.  Telewizja publiczna głosiła dzień w dzień, przez 3000 dni, pochwałę władzy. Dziennikarze publicznej stacji przez dziesiątki tysięcy godzin emisji nie byli recenzentami władzy ale adwokatami podejrzanych: w sprawie afery hazardowej, Amber Gold z synem premiera w tle, 7 lat kłamliwych obietnic Tuska, afery podsłuchowej, złodziejstw, przekrętów, nadużyć, a wreszcie także i wątpliwych zachowań marszałka sejmu, ministrów, posłów, szefów głównych urzędów i instytucji oraz samego prezydenta RP. Knajpiany folwark władzy był dla IV władzy teatrem telewizji i niczym więcej.

            Telewizja Polska była ambasadorem Moskwy przez 3 lata szukając w niej wypróbowanego jak za czasów PRL sojusznika; TVP była wspólnikiem Putina, Tuska i Komorowskiego, gdy ci zabraniali stawiać pytania w sprawie katastrofy Smoleńskiej.

            Przez ostatnie lata szefem telewizji jest nominat Komorowskiego, uparty karierowicz Juliusz Braun. Człowiek prowincjonalnej gazety, kilkoma tysiącami głosów uzyskał najpierw mandat poselski z województwa świętokrzyskiego, później został przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Ta praca polega na oglądaniu telewizji. Po zakończeniu "wyczerpującej" kadencji kręcił się w jakimś stowarzyszeniu ogłoszeniodawców. Później zaliczył jakieś ministerstwo kultury, gdzie polską kulturę miał integrować z kulturą Europy. Po ciężkim i krwawym znoju dostał za to wszystko order Orła Białego od Komorowskiego (orderów budowniczych PRL już nie rozdają)  i  prezesurę w telewizji. Symptomatyczne, że czekoladowego orła od prezydenta dostał razem ze swoim kumplem Tomkiem Lisem.

            Ten dziennikarz z prowincji i prezes z przypadku, z uporem, a czasem nawet z powodzeniem zabiegał o państwowe dotacje  na podtrzymywanie telewizyjnego trupa, do którego podatnicy dokładają rok w rok dziesiątki milionów. Wymyślał też sankcje na telewidzów, którzy nie opłacają podatku w postaci abonamentu za serwowane im z lat 70-ych ubiegłego wieku produkcje i powtórki TVP. Proponowana przez Brauna restrukturyzacja telewizji polegała na zwolnieniach pracowniczych, gaszeniu strajków, zlecaniu telewizyjnej produkcji firmom zewnętrznym. Natomiast mimo protestów społecznych Braun kupował za nasze pieniądze niemieckie filmy oskarżające Polaków o zbrodnie przeciwko narodowi niemieckiemu w okresie wojny.

            Sam prezes u boku swojego kumpla Żakowskiego chętnie zaś brał udział w konferencjach na temat mediów, pisał książki, rozwijał swoją „działalność naukową”, szukał inspiracji w kosztownych delegacjach u szefów „zaprzyjaźnionych telewizji”, bywał na festiwalach, a w piątek po południu, jego limuzyna z szoferem woziła go za nasze pieniądze regularnie w stronę rodzinnych Kielc, gdzie w okolicach prezes dysponuje skromną posiadłością dziesiątków hektarów lasów, łąk i rzek...

            W trakcie kampanii prezydenckiej Braun pozwolił faworyzowanemu przez telewizję publiczną Lisowi postponować córkę kandydata na prezydenta i faworyzować urzędującego prezydenta, przyjmowanego przez prezesa „chlebem i solą” w progach pałacu przy ul. Woronicza, podczas gdy ochrona w siedzibie jego telewizji tolerowała niezwykle agresywne zachowania wobec drugiego kandydata po zakończeniu debaty we czwartek, 21 maja.

            Mimo iż Braun traktuje jak swoich krewnych rodzinę Lisów zatrudniając w jednym programie Tomasza, w innym jego żonę Hannę, to wypiera się powinowactwa z innym, jakże różnym od niego kandydatem na prezydenta Grzegorza Brauna. A ponoć panowie, to bliska rodzina. Dzieli ich jednak światopoglądowa przepaść. Oportunizm jest tym, czym brzydzi się Grzegorz, zaś Juliusz jest jego emanacją. Rodzina Brauna, to porządni rodzice i stryj. On sam polityczny sceptyk w okresie PRL i wielbiciel władzy, gdy mógł jej zaznać i posmakować w wolnej Polsce.

           Mimo iż zbliża się do siedemdziesiątki, ten wierny propagandysta PO marzy nadal o pozostaniu w telewizji, choć moim zdaniem powinien on odejść razem ze swoimi mentorami z Unii Wolności i Pałacu Namiestnikowskiego.     

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości