Tyle naczytałem się pozytywnego o autobiografii Danuty Wałęsy (nie pamiętam żebym czytał jakąś negatywną opinię), ostatnio nagroda TokFM, że uznałem, że pora ją przeczytać. Przeczytałem około 3/4 książki. Nie wiem czy zmobilizuję się żeby przeczytać do końca.
Książka jest bardzo uboga w treść i przemyślenia.
Treść można streścić w jednym zdaniu: Wyrwałam się z Kolonii Krypy w wielki, gdański świat, założyłam rodzinę, rodziłam dzieci i zajmowałam się nimi i domem pod stałą nieobecność męża, który nigdy nie dał mi kwiatów.
A przemyślenie: ta cholerna polityka.
Jak na kogoś kto stykał się z najważniejszym zjawiskiem w polskiej polityce końca XX wieku, ważnym także dla Europy i świata, spotykał możnych tego świata to jednak bardzo mało.
Bez wątpienia książka jest bardzo szczera jeśli chodzi o relacje z mężem. Nie mam wątpliwości, że dla milionów polskich kobiet, zajętych ciągłą krzątaniną wokół swych mężów i dzieci może to być ważna książka. Książka zachęca do zbuntowania się przeciwko nierównemu podziałowi obowiązków rodzinno-domowych. Może wpłynąć na polskie relacje domowe bardziej niż media, seriale, o feministkach nawet nie wspominając.
Może ta szczerość powoduje, że ogólna ocena książki powinna być pozytywna. Ale uczciwe recenzje powinny informować, że poza tą szczerością dużo więcej w tej autobiografii nie ma.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)