Rodzicielstwo, aborcja, kwestia wyboru i decyzji to bardzo trudne i delikatne tematy, ale gdy słyszę pewną siebie panią Senyszyn zakrzykującą innych to mnie coś trafia...Rozumiem, że broni kobiet, ale czy sama jest 100% kobietą namawiając bez mrugnięcia okiem inne kobiety do tak trudnej decyzji?
Broni kobiet, nie broni płodów bo to nie dzieci...bo tak sobie medycy podzielili dzieci przed urodzeniem i po urodzeniu...to co by było gdyby określili stwory po urodzeniu jako dzieci dopiero po np. rozpoczęciu przez te stwory mówienia udowadniając, że wtedy są świadome i pełnowartościowe...byli tacy medycy i naukowcy z eugeniką za pan brat....kto i kiedy ma prawo określania, kiedy są to dzieci, a kiedy nie? Ja osobiście gdy dowiedziałem się, że żona jest w ciąży od razu przyjąłem, że to dziecko i większość ludzi tak odbiera taką informację...czy ktoś mówi mój płód ma już 3 miesiące, albo nie wiem jak dać na imię mojemu płodowi...
Kto zadecydował, że p. Senyszyn jest obecnie na świecie...mama...bo pewnie ojca nie ma i nie potrzeba...a może ojciec chciał ją usunąć i nie miał prawa do tego, nie chciał tego płodu...i teraz się jej wstydzi...?
A teraz inna kwestia. Prawo do aborcji ze względu na chorobę tzw.płodu. Kto ma prawo decydować jakie schorzenie jest niedopuszczalne lub warte aborcji? Może ojciec pani Senyszyn nie chciał mieć skrzeczącego dziwactwa? (przepraszam, ale tu inaczej przedstawić dylematów nie potrafię).
Kiedyś chciano stworzyć idealne społeczeństwo na bazie silnych, zdrowych jednostek...jak je wybrać...czy zdrowy silny mięśniak z IQ 60 jest ideałem? A może gruby, schorowany informatyk z IQ 160 jest do odstrzału? Jak to ocenić? A może ten o niewłaściwych poglądach jest do usunięcia...i tu ojciec p. Senyszyn po latach stwierdził, że córa ma niewłaściwe chore poglądy, ale jako tzw. płód nie wykazywała tego i teraz doszedł do wniosku, że trzeba ją usunąć...Może rodzic dla dobra społeczeństwa powinien mieć taką możliwość i prawo, w końcu swoje dziecko zna najlepiej...
Padło ciekawe sformułowanie...jeśli byłby wybór kobiety to zapewne rodziłaby tylko idealne dzieci, reszta ...płodów byłaby usuwana...tak jak w Chinach miliony takich płodów usuwa się ze względu na płeć dziecka...i tu pani Senyszyn powinna ostro walczyć o prawa kobiet, także tych nienarodzonych...czy to nie jest hipokryzja? Jakby ta pani chciała spojrzeć z drugiej strony na tą sytuację może by się tak nie pieniła...
Idealne państwo powinno dawać prawo życia i kobietom i tym dzieciom zwanym płodami, zygotami czy zapłodnionymi jajkami...nawet chorym i z gwałtu, a matki powinno wziąć pod swoje skrzydła i wspomagać...niechciane dzieci też powinno przyjąć i wspierać, a niemogący mieć własnych dzieci powinni się nauczyć miłości do innych żyjących dzieci i spróbować wychować niechciane dzieci, a nie kierować się jak to się zdarza w wielu przypadkach egoistycznym pożądaniem posiadania własnego dziecka bo może się zdarzyć, że te własne dzieci będą gorsze od tych przyjętych z adopcji...
Dajemy połowę naszych pensji na działalność państwa. A przedstawiciele państwa niewiele robią, aby wesprzeć te nowo narodzone dzieci. Grozi nam zapaść z powodu małej ilości urodzeń i z jednej strony mamy tą małą ilość urodzeń oraz małą opiekę nad tymi dziećmi, małą ilość adopcji i walkę o in vitro, a z drugiej strony walkę o możliwość nieograniczonej aborcji i namawianie do ograniczania rozrodczości z różnych przyczyn...czy nie ma tu jakiejś sprzeczności? Czy to ma być podział, że rodzić powinni bogaci, a biedni nie... jedyny godny podział, aby stworzyć "nowoczesne" państwo, a robotników ściągniemy z Turcji lub Ukrainy...?
Niestety dodatkowo państwo obecnie w lepszej sytuacji stawia bezdzietnych singli niż rodziny z dziećmi, nie mówiąc już o rodzinach wielodzietnych...
Bardziej od decyzji w sprawie aborcji przydałaby się edukacja zwiazana z bezmyślnym uprawianiem seksu przez nastolatki, nauczaniem co się z tym wiąże, jakie mogą być konsekwencje seksu i płodnosci i jakie są obowiązki wobec spłodzonych dzieci. Po urodzeniu dzieci bardziej przydała by się opieka i edukacja pozostawionych samym sobie matek i ojców...Nowe pokolenia rodziców nie mają zakodowanych w genach sposobów rozwiązywania problemów związanych w wychowywaniu nowszych pokoleń...zwłaszcza, że ogranicza im się i zakazuje stare sposoby wychowawcze...;-)
Niestety kierujemy się w kierunku świata cynicznie sterowanego przez zachodnie koncerny, gdzie nie ma miejsca dla biednych, niedołężnych, nieproduktywnych, mało wydajnych konsumentów, którzy sprawiają problemy i ograniczenia...
Notka napisana pod wpływem emocji, ale temat do dyskusji po głębokich przemyśleniach przy spokojnych rozważaniach, a nie jak u p.Lisa w kilkusekundowych pyskówkach…



Komentarze
Pokaż komentarze (3)