0 obserwujących
40 notek
42k odsłony
  422   0

Pomiędzy sztuczną a naturalną inteligencją.

W tej notce chciałbym poruszyć kilka aspektów jakie uważam za ważne z punktu widzenia udostępnienia człowiekowi nie tyle dystansu co do docierającego doń natłoku informacji, ile wytworzenie w nim przekonania – że taki dystans jest mu konieczny do utrzymania zdrowia psychicznego w ogóle.

 

Przyszło nam żyć w czasach, gdzie ustawicznie bombardowani gigabajtami informacji na sekundę nie jesteśmy temu wstanie podołać. Dysk twardy komputera, pracuje na zasadzie bardzo prostego algorytmu, gdzie bez względu na objętość nadchodzących danych, umieszczane są one w sposób fizyczny na tarczy dysku, za to ich metryczka, zawiera w sobie jedynie kilka bajtów informacji mówiącej zaledwie o tytule oraz fizycznej alokacji w postaci adresu od – do powierzchni magazynowej.

W przypadku mózgu człowieka, jest nieco odmiennie. Dane przeznaczone do zapamiętania, umieszczane są na stosie przypominającym zbiór poukładanych jeden na drugim talerzy. Te najświeższe są u samej góry. Te najstarsze – na samym dole, i dopiero z upływem czasu, podlegają one alokacyjnej hierarchizacji w zależności od częstotliwości ich odświeżania  w miarę – jak dostęp do nich (tych konkretnych) staje się w jednostkach czasu potrzebny. Co więcej – ludzki umysł nie przeszukuje całego obszaru pamięci w poszukiwaniu tej, która w danym momencie jest potrzebna, ale ów proces sortowania, działa na zasadzie logiki skojarzeń.

Przykład. Bywa – że staramy się przypomnieć imię osoby którą kiedyś darzyliśmy sercową atencją i wydaje się to wręcz niemożliwe. To samo zaś zadanie – staje się banalnie proste, kiedy usłyszymy melodię jaka tamtym spotkaniom „patronowała”. Przypominamy sobie wtedy o wiele więcej niż tylko samo imię.

Ten element podświadomości człowieka (pamięć), w sposób nieomal bezlitosny wykorzystują socjotechnicy (czytaj – operatorzy działający na świadomość a tym samym na podejmowane decyzje).

Kiedy słyszymy szczekanie, niemal instynktownie rozglądamy się w poszukiwaniu wzrokiem psa. Tu -  doskonale widać jaką taki dźwięk wywołuje w nas reakcję. Nie inaczej jest z innymi zmysłami oraz kojarzeniu z ich odbiorem określonych zachowań. Nikt rozsądny nie dotknie palcem rozgrzanej do czerwoności blachy, czy też nie będzie się starał za wszelką cenę wejść do pomieszczenia w którym panuje nie do wytrzymania smród.

Reklamy nadawane w TV czy radiu działają na prawie identycznej zasadzie, choć w niektórych momentach wydawać by się mogło, że ich skuteczność przybiera skutki odwrotne do zamierzonych z powodu swojej natarczywości. Nic bardziej mylnego drodzy państwo. To również jest zamierzone a mechanizm działania jest prosty. Skoro coś (reklama jakiegoś produktu wywołuje w nas (konsumentach) złość, to kupimy w tym momencie towar konkurencji na zasadzie „na złość mamie odetnę sobie palec”. Prawda? I o to chodzi.

Czy ktoś z państwa – zadał sobie kiedyś pytanie, dlaczego moment rozpoczęcia reklamy powoduje wzrost natężenia emitowanego przez TV dźwięku?

Otóż dzieje się tak tylko po to, abyście państwo ten dźwięk wyłączyli, bo istotą przekazu jest obraz.

Czekając na swój ulubiony serial lub program publicystyczny – i tak będziecie gapili się w ekran, a na dokładkę zrobicie to pilniej, ponieważ nie będzie informacji głosowej – że reklamy już się skończyły.

W taki sam sposób mają działać treści przekazywane w programach informacyjnych. Są one przygotowywane tak, aby docierający do oczu obraz oraz do uszu dźwięk – wywoływał w państwa pamięci określone skojarzenia.

Podam państwu przykład takiego socjotechnicznego procesu.

Dzień pierwszy - wiadomość pierwsza. Obraz z kamery pokazujący wypadek komunikacyjny. Wywrócone i palące się auto, i narracja lektora informującego o zabezpieczeniu terenu przez odpowiednie służby oraz o stanie ofiar które niestety – nie przeżyły tego zdarzenia.

Wiadomość druga  i kolejne – nie związane z tematem.

Dzień drugi. Dziennikarz „drąży temat” i podawana jest wiadomość, że nie dosyć iż (kierowca) nie dostosował wymaganej ostrożności do warunków panujących na drodze, to w krwi kierowcy prowadzącego pojazd doszukano się alkoholu.

Wiadomość druga i kolejne – różne i nie związane.

Dzień trzeci – pokazują obraz z inscenizacji „katastrofy w smoleńsku”. Bez komentarza.

Skojarzenia? – pilot nawet jeśli nie był pijany, to z pewnością nie dostosował się do panujących wokół warunków.

Oczywiście nie jest pokazywany odlot samolotu z Okęcia, bo ten najbardziej z istotnych faktów co do których nie ma (nie są udostępniane) informacji, absolutnie nie może kojarzyć się z przygotowaną narracją. Odbiorca ma zapamiętać i kojarzyć tylko jedno. Scenę teatru z dala od Warszawy.

 

Takich przykładów socjotechnicznych manipulacji mógłbym tutaj mnożyć bez końca, ale zamysłem tej notki nie jest dostarczenie państwu informacji o tym – co rzeczywiście wydarzyło się 10 kwietnia 2010.

Jej zamysłem – jak już powiedziałem na wstępie jest wytworzenie w państwu przekonania – że taki dystans jest wam potrzebny.

Oczywiście. Moja socjotechnika również w tym momencie zadziałała. Nikt – po przeczytaniu tej notki nie pozostanie już do końca bezkrytyczny wobec pojawiających się w TV informacjach na temat prowadzonego rzekomo śledztwa w tej sprawie i jego „wyników”

Cóż. Być może dzięki owej dekonspiracji przylgnie do mnie miano medialnego manipulatora, być może nawet już go mam - jednak zaryzykuję, zważywszy choćby na to, że prorządowa TV ma na tym polu o wiele bardziej destruktywne dla państwa umysłów zasługi.

Poddaję się ocenie.

Pozdrawiam wszystkich niemanipulatorów*.

*(celowy błąd ortograficzny w ostatnim wyrazie)

 

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale