Slawomir Mrozek towarzyszyl mi cale zycie. Zawsze gdzies tam daleko na uboczu, ale byl.
Obejrzalem wczoraj "Tango", ktore dala TVP Kultura zamiast czwartkowej "Kobry".
Ciezkie. Spamietalem tylko, ze tango tanczy artysta Englert z synem inzynierowej Karwowskiej, obaj heteroseksualisci. No i bylo cos o wladzy, ze jedynie wladza moze powstac z niczego.
Trzeba obejrzec drugi raz, a nawet trzeci i moze da sie przetrawic.
Po przejrzeniu biblioteki stwierdzilem, ze najstarsze dzielo Mrozka, ktore mam, jest z roku 1951. W "Antologii Satyry Polskiej 1944-1955". Trzy kawalki: cos o marketingu polpancerzy, jakies obrazliwe listy do autora i rzecz o pomniku nieznanego powstanca roku 1848. Wedlug zalecen II Zjadzu Partii. Niewazne.
Seriami mam Mrozka w "Szpilkach". Lata 70-te, co tydzien skromny obrazeczek.
Dzisiaj czytam, ze Mrozek od 50 lat mieszkal za granica. Jakim cudem go drukowali?
Gdzies w piwnicy lezy jeszcze komplet egzemplarzy "Postepowca". Mile wspominam. Dogrzebie sie w miesiecznice albo rocznice.
Dzieki, Mistrzu!
Spoczywaj w pokoju.
68786


Komentarze
Pokaż komentarze (13)