Można mnie posądzić o hipokryzję, ale jesli starczyłoby mi przysłowiowych "jaj" sam pociągnąłbym za spust widząc jak ktoś gwałci dziecko, wali łomem staruszkę, bądź sypie arszenik w herbatkę bogatej babci. Ale mimo to jestem przeciwnikiem kary śmierci.
Przez ostatnie lata czytam o przekupnych i omylnych sędziach, policjantach. Obserwuję jak w naszym życiu siłą sprawczą są wyniki działania słynnych praw Murphy'ego. A zwolennicy kary śmierci wymagają od mnie, abym całą tą maszynerię uznał za nieomylną.
Dlaczego nieomylną? Bo nie będę miał żadnych oporów by stanąć w jednym rzędzie ze zwolennikami kary głównej, jeśli będę miał pewność, że niewinny człowiek nie zostanie na nią skazany. Tej pewności nie mam. Wczoraj przeczytałem kolejną informację o gościu, który wyszedł po 17 lat z więzienia, bo okazało się, że jest niewinny. Zamknięto go za morderstwo rodziców, a łatwo mógł zostać skazany za to na krzesło czy też inne "narzędzie sprawiedliwości", które w tym wypadku zabiło by jednego z nas normalnych ludzi, a nie morderców.
Z mojego punktu widzenia, zwolennikom zostaje przyjęcie, że sądy są nieomylne, albo stara zasada "gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą".
Ja nie mam zamiaru poświęcać jednego niewinnego życia, za setkę najgorszych przestępców. Nie mam zamiaru krzyknąć: "Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich!", ani zwyczajem rewolucyjnych komunistów, składać ludzkiego życia na ołtarzu rewolucji - oczywiście w imię "wyższego dobra".
Nie możemy obyć się bez sądów, omylnych i ułomnych jak wszystko co ludzkie. Ale do diabła, niech te pomyłki nie będą tak ostateczne!


Komentarze
Pokaż komentarze (44)