Program był interesujący głównie dlatego, że nie trzeba być prof. Starowiczem, aby posiadać własne zdanie od edukacji seksualnej. Przybyszewski miał rację mówiąc: "na początku była chuć", bo wszyscy reagujemy na słowo "seks" i goliznę odruchowo. Przez to czujemy się kompetentni... niezależnie od naszego podejścia do biologicznej strony naszej natury.
W tym z resztą leży problem
Wszyscy dyskutanci za wyjątkiem Palikota, który ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu okazał się głosem rozsądku, w tym udającym dyskusję mordobicu, nie próbowali spojrzeć na problem z dystansu. Cały czas traktując go... osobiście. Problemem były najwidoczniej własne doświadczenia erotyczne, naturalne polityczne antypatie i betonowy światopogląd.
Pani Seneszyn bezkrytycznie przyjmuje, że wczesne uświadamianie dzieci w sprawach seksu jest sine qua non nowoczesnego społeczeństwa. Najfeld z kolei nieświadamie(sic!) promuje wizję edukacji seksualnej polegającej na rysowaniu pod ławką "gorących" trójkącików między damskimi udami. Pedagog Nalaskowaki zachowywał się z kolei, jakby seks był tematem tabu, nawet w naszym liberalnym i konsumpcyjnym społeczeństwie.
Przez udające merytoryczne(albo i nie...) wypowiedzi wzajemnymi atakami Seneszyn, Cejrowskiego i Nalaskowskiego przebijał się czasem głos Najfeld, która podrasowaną statysyką biła w łeb "libertynów", lub Palikota który ogólnikami starał się to wszystko wypośrodkować, w sposób bliski przeciętnemu Polakowi, który nie traktuje seksu tylko jako potrzeby fizjologicznej, ale też nie patrzy nań jak na sacrum.
Problemem był styl
Personalne wycieczki godne forum onetu, retoryka będąca karykaturą szlachetnej ( w tym kontekście ) sztuki erystyki i kompletna impregnacja na argumenty drugiej strony. Ale to sugeruję zobaczyć na stronie iTVP, ja nie mam słów.
A przecież to takie proste...
...jesli zdajemy sobie sprawę z warunków wyjściowych. Żyjemy w społeczeństwie, które cały czas zmierza w kierunku niemalże libertyńskiego modelu seksualności preferowanego w Europie Zachodniej. Zmierzającego powoli, gdyż wciąż czynnikiem moderującym jest płytka, ale silniejsza niż w innych krajach, religijność. Seks staje się towarem konsumpcyjnym, który można kupić i sprzedać. I jak każdy towar niosący potencjalne niebezpieczeństwo, powinien mieć dobrze napisaną instrukcję, zasady BHP.
Nawet najbardziej zatwardziali konserwatyści i religijni zealoci muszą przyznać, że proces komercjalizacji seksu postępuje coraz szybciej. Ptytanie brzmi, czy opierając się na niemal genetycznym konserwatyźmie Polaków spróbujemy się ograniczyć, do przekazywania koniecznej wiedzy, jaką niewątpliwie jest wiedza o antykoncepcji, konsekwencjach aborcji i rozpoczynania współżycia zbyt wcześnie. Czy też pójdziemy za Europą, popadając w patologie jakie zaprezentował Jan Pospieszalski w swoim programie?


Komentarze
Pokaż komentarze (17)