No to wreszcie dotarliśmy do tematu pracy z młodzieżą w naszym klubie.
Oczywiście nie mamy chęci, ani czasu, żeby powielać wzorce od lat funkcjonujące w polskiej piłce pod egidą PZPN, więc zrobimy nasz wzorzec pracy z młodzieżą.
Powołamy Akademię Piłkarską.
Tu mała uwaga.
W ostatnich latach zaczęły powstawać w Polsce różnego typu tzw. „akademie piłkarskie”.
Firmują je głównie nasi byli piłkarze, a działalność tych akademii można porównać w dużym uproszczeniu, do działalności prywatnych klinik medycznych, które funkcjonują równolegle z państwową służbą zdrowia.
Jest jedna pomiędzy tymi akademiami, a tymi klinikami zasadnicza różnica. Otóż kliniki mogą skutecznie wyleczyć, natomiast te akademie niczego nie nauczą!
Są nastawione w większości na kasę oraz naiwnych rodziców lub snobów, którzy chcą się pochwalić swoją pociechą w środowisku. Prawdziwych talentów tam jak na lekarstwo…
Owszem, korzyść jakaś tam jest. Dzieciak przynajmniej rozwinie się lepiej fizycznie.
Rozbawić do łez mogą reklamy niektórych z tych akademii, gdzie mówi się o zawodowych managerach oraz skautach znanych klubów współpracujących z tymi akademiami.
No cóż, tam na pewno nie będzie prawdziwych, na skalę europejską talentów.
Cóż nam zaś proponuje PZPN? Na oficjalnej stronie internetowej – nic!
Owszem, są UKS’y, są szkoły mistrzostwa sportowego, są rozgrywki. Jest też regulamin, który zmusza kluby do takiej, a nie innej pracy z młodzieżą w zależności od lig, w jakich grają. Cóż jednak z tego, jak nie wymaga się od klubów odpowiedniej infrastruktury do pracy z młodzieżą. Kluby mają mieć tylko wymaganą regulaminem ilość drużyn młodzieżowych.
Tak, więc w pracę z młodzieżą „bawi” się tak naprawdę kilka klubów w Polsce.
Niech nikt nie myśli, że kluby te szkolą tę młodzież z myślą o wyhodowaniu supertalentu na skalę europejską.
Młodzież w tych klubach to przypadkowy, dobrowolny zaciąg tych, którym się chce – i to wystarcza. Jest też w tych „lepszych” klubach grupka młodych piłkarzy, których celowo ściągnięto z innych klubów.
To są zawodnicy posiadający talent większy od pozostałych.
Tu chylę czoła przed działaczami, którym chce się jeszcze w to bawić. Jest ich wbrew pozorom sporo, jednakże ich kwalifikacje i możliwości nie są zbyt duże. Trenerów do pracy z młodzieżą w Polsce dramatycznie brakuje. Są źle opłacani i traktowani w większości jak kula u nogi.
Większość tych młodych, zdolnych i ambitnych pracuje w tych omówionych już prywatnych akademiach.
Wracamy jednak do naszego klubu. Mamy naszą Akademię. Jak ona wygląda?
Mamy góra 30 miejsc. Nasza Akademia ma być tym, czym jest Oxford w porównaniu z dowolną szkołą średnią w Polsce.
Szkolimy młodzież w wieku 16 -19 lat.
Młodszych nam się nie opłaca szkolić. Wszak dzieci nie studiują;)
Proponujemy naukę w naszej akademii najzdolniejszym w Polsce, na Litwie, w Czechach, Słowacji.
Stwarzamy młodzieży warunki do wszechstronnego rozwoju i nauki. Selekcję robimy, co rok.
Z założenia ok. 25 proc. chłopaków odpadnie po roku. Dobieramy nowych.
Najzdolniejsi zaliczą obóz z pierwszym zespołem, oraz zagrają w sparringach i w lidze.
No i tak to powinno się kręcić.
Mała dygresja na koniec.
Praca z młodzieżą często jest postrzegana, jako kształtowanie i szlifowanie cech piłkarskich, takich, jakie wymieniłem w poprzedniej notce. Nic bardziej mylnego.
Widziałem chłopaków o sporym talencie, którzy nie potrafili biegać przez płotki, lub zrobić szpagatu, nie mówiąc już o jakimkolwiek salcie.
Widziałem takich, którzy nie potrafili prawidłowo oddychać w czasie poruszania się po boisku, bo nikt ich tego nie nauczył. Widziałem takich, co potykali się o swoje nogi.
No a przecież oni wszyscy mieli talent!
Ci chłopcy mieli 16, 17 lat, a już byli bez szans na dalszy rozwój. Zmarnowali poprzednie dwa lata, których nie da się nadgonić.
No może da się, ale w polskiej lidze…
Byłem prezesem i działaczem klubu piłkarskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)