W owych latach 70 -tych sport był dla władzy czymś więcej niż „rozrywką”. Był też polem działania służb wywiadowczych. Z jednej strony „pilnowano” sportowców za granicą, z drugiej zaś, próbowano werbować agentów, tak wśród sportowców jak i oficjeli (działaczy) sportowych.
Każda delegacja działaczy sportowych na zagraniczne zawody posiadała w swoim składzie ludzi uwiarygodnianych poprzez działalność w sporcie, a w rzeczywistości będących przedstawicielami Służb. Wracamy do piłki nożnej.
PZPN był w owym czasie, zresztą tak samo jak dziś, organizacją niezależną statutowo od państwa, ale zinfiltrowanym w całości przez to samo państwo.
Wszelkie wybory i rozdział stanowisk w związku był akceptowany przez władze państwowe, więcej, był przez nie kontrolowany w całości. Przekładało się to w prostej linii na OZPN-y, gdzie o personaliach decydowali lokalni działacze partyjni w porozumieniu z przedstawicielami przedsiębiorstw, którzy łożyli pieniądze, na całą tę „działalność” związkowo-sportową.
Podobnie było we wszystkich innych związkach sportowych.
Wybory do władz związkowych odbywały się na tych samych zasadach, jak każde inne wybory w Polsce.
Polska piłka nożna miała się jednak niezle. W tamtym czasie nie było takiego medialnego przekazu jak dziś i football nie był jeszcze taką „kopalnią złota” przynoszącym krociowe zyski. To dopiero lata 80 – 90 ubiegłego wieku , na skutek dynamicznego rozwoju mediów przyniosły rewolucję w traktowaniu sportu, a w szczególności piłki nożnej. To dopiero wtedy zaczęto na serio traktować piłkę nożną jak „kurę znoszącą złote jaja”.
To wtedy takie absolutne domeny państw osi rosyjskiej ( demokracji ludowej), dzierżące hegemonię światową w siatkówce, koszykówce europejskiej, piłce ręcznej, hokeju, czy lekkoatletyce zaczęły schodzić z najwyższych podium światowego sportu.
To był „Zmierzch Bogów”, by posiłkować się Wagnerem i jego „Pierścieniem Nibelungów”.
W tym całym kosmicznym zamieszaniu dochodzimy do roku 1989. Zmiany polityczne, przewartościowanie postaw i oglądu na świat, zmiany przepisów, wejście na drogę gospodarki rynkowej były dla związków sportowych, w tym PZPN, praktycznie nieodczuwalne.
Działacze związkowi byli dobrze „okopani” na swoich pozycjach. Nowa władza, z definicji, nie mogła, nawet gdyby chciała , ingerować w sprawy związku. Poza tym były ważniejsze sprawy w kraju do załatwiania.
Zawalił się cały dotychczasowy układ koterii rządzącej polską piłką. Co prawda struktury związku pozostały nienaruszone, ale każdy kolejny dzień przynosił hiobowe wieści z „Realu”.
Upadające przedsiębiorstwa, upadające kluby sportowe. Zmiany w strukturach własnościowych i ta przeogromna żądza sukcesu. Od zaraz !
Zrobienie interesu życia od zaraz.
Cały sport upadał finansowo z dnia na dzień, wraz z kolejnymi ustawami Parlamentu odcinającymi gotówkę dla klubów.
Okres 1989 – 2005 (wejście do UE) był najgorszym okresem w rozwoju piłki nożnej w Polsce.
Ludzie z PZPN musieli jakoś w nowej rzeczywistości się znaleźć. Zostali odcięci od dotychczasowych źródeł dochodów, a także od parasola ochronnego w postaci cichej akceptacji władzy państwowej.
Posiadali jednak władzę w związku oraz zaplecze, które sami wykreowali. To zaplecze to ludzie, którzy funkcjonowali w klubach, biznesie, polityce, a byli jakoś tam powiązani interesami, nie koniecznie biznesowymi, ze związkiem.
Ta nowa rzeczywistość charakteryzowała się hasłem popyt – podaż, które nie funkcjonowało aż tak wyraznie w minionej epoce.
Tam chodziło o małe szwindelki przy okazji „interesu” państwa i jego prominentów (głównie w terenie).
No a teraz ?
C.D.N.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)