Działo się to dawno temu, w części świata określanej jako: „za siedmioma górami i siedmioma lasami”.
W Państwie Ducklandia rządzili dwaj władcy, bracia rodzeni. Rządzili dobrze, surowo , ale sprawiedliwie. Płace rosły, zagranica zazdrościła…
Był jednakże pewien książę, książę Sepleniusz (Rudy I), którego Ducklandzi dwa razy wystawili do wiatru na radach plemiennych i odrzucili. Sepleniusz nie dał za wygraną. Zawiedziony i rozsierdzony porażką swoją oraz swoich przybocznych, zawiązał szereg paktów z przeciwnikami. Zaczął mamić ludność obiecankami na wyrost. A to obiecywał kobietom kolorowe paciorki, jakich inne nie mają. A to znów mężczyzn karmił nadziejami na łatwy zarobek. Braci zaś zaczął oskarżać o to, że ład i porządek uderza w obywateli. Dzieciom obiecał nowe, równe łąki z bujną , naturalną trawą, gdzie będą mogły hasać do woli. Obiecał wszystkim, że braci i ich popleczników zaciągnie do lochów i wydusi z nich wszystko to, co potwierdzi jego racje. Ludzie uwierzyli i wybrali Sepleniusza oraz jego drużynę jako swoich przedstawicieli. Pozostał jedynie jeden z braci, który był nieosiągalny w tym momencie dla ludzi Sepleniusza. Hordy otoczyły Pałac Prezydencki i warowały pod zamkiem24… godziny na dobę.
Rozpoczęło się ściganie zwolenników poprzednich rządów braci. Pogoń była jednakże w większości nieudolna i mało sprawna. Ducklandzi powoli stawali się nieufni.
W końcu postanowiono zastosować metodę uświadamiania zła tubylcom, poprzez sięgnięcie do starych, wypróbowanych wzorów, wynalezionych w państwie na wschód od Ducklandii.
Pierwszym światłym erudytą księcia Rudego I na prowincji był niejaki Mireksus - Wyszynskus, niewiadomego pochodzenia i wykształcenia (chodzą słuchy, że nauki pobierał u Marksusa, Trockusa i Guevarusa, ale to nie do sprawdzenia). Zachowała się jedna z jego demaskatorskich mów. Dotyczyła nieszczęśnika, który podsycał niepokoje w pewnym okręgu przemysłowym, co skutkowało szeroko na prowincji negatywnym odbiorem Rudego I. Owy nieszczęśnik był określany mianem „Mój ulubiony bloger” (MUB). Do dziś nieznane jest pojęcie bloger.
Oto fragment zachowanej mowy do ludu z Prowincji w wykonaniu Mireksusa-Wyszynskusa:
Mój ulubiony bloger (MUB), duma Prowincji, ojciec zagubionych owieczek, a przede wszystkim największy prowincjonalny moralista nie wytrzymał ciśnienia. Mówiąc w skrócie - wściekł się. Domyślam się, że mocno pokąsany w wiadome miejsce, dostał pierwszych objawów somatycznych, wskazujących niewątpliwie już na stan chorobowy – polityczną wściekliznę.
Czy mnie to dziwi, że pewien nauczyciel z Ketefitz i jego obsesyjna nienawiść do wszystkiego co zakłóca jego dobre samopoczucie, się wściekł? Ależ absolutnie nie. W sytuacji, gdzie realizacja dziejowej misji nie przynosi najmniejszego rezultatu, nie widać jakichkolwiek przesłanek, aby drużyna, którą kocha całym swoim skromnym jak cholera sercem pojękiwała w agonii, Brat I musi przepraszać byłego Marszałka (Ludwikusa), a były Minister Sprawiedliwości (Zero) osobę, która miała dać mu przepustkę do najwyższych stanowisk w państwie a przede wszystkim uczynić z niego narodowego bohatera – nie dziwię się, że nie wytrzymał ciśnienia. Dodatkowo jeszcze w obliczu, gdy hordy warują pod Pałacem Brata II, a jedyny kandydat MUB na fotel Prezydenta (Brat II) wypadł w sondażach prezydenckich z przysłowiowego pudła.
Ludzie o bardzo słabej psychice, będący jednak przekonani o swojej nieomylności, a przede wszystkim myślący, że dokonują czegoś niebywale ważnego, a w ich głos wsłuchują się wszyscy od bieguna do bieguna, mogą rzeczywiście kiedyś nie wytrzymać. I nie wytrzymują.
Co robić w takim przypadku? Gdy wali się, ograniczony wyłącznie swoją wyobraźnią świat? Gdy ktoś ma jednak odmienne zdanie? Gdy ktoś najzwyczajniej w świecie ma dość pospolitych mentorów udających kogoś wyjątkowego? Trzeba obwinić wszystkich wokół. Wrogów, przyjaciół i przypadkowe osoby. Oczywiście niezmiennie moralizując, mówiąc co jest złem, a co dobrem. Kto jest bohaterem a kto zdrajcą.
Wściekłu MUB pisze: „Również tu na Prowincji, pojawiały się absolutnie bezkarnie ataki nie na urzędników państwowych, ale na prywatne osoby i ich rodziny”, zapominając jak sam bezpardonowo i w obrzydliwy sposób „drwił” z „Aleshii zdolnej do zabicia” , z niej samej i właśnie jej rodziny i męża. Naigrywał się z jej choroby, wyglądu i wykształcenia. Tak...On nie drwił powiedzą inni. On moralizował i wygłaszał misyjną przemowę.
Jak również dziś misjonarz MUB wskazał zdrajcę. Wskazał wylęgające się zło u Rybaka, który jest mu ponoć ideowym druhem.
MożeRybak jest okropnie głupi. Może Rybak jest tchórzem i się boi, że nie będzie miał gdzie publikować? A może jeszcze mu chodzi o co innego? -Sączył przez zaciśnięte zęby Mireksus – Wyszynskus.
Ciekawe co? Jakiż to Rybak jest okropny, podły, niewdzięczny i .... Może, może, może...
Rybak zabrał głos. Opinia ta zaburzyła ustalony w misjonarskiej głowie MUB ład i porządek. Jedyny z dostępnych i dopuszczalnych porządków. Był on odmienny od ustalonego i MUB się wściekł. W ten sposób Rybak został okropnym głupkiem, strachliwym człowiekiem a w ogóle to niewątpliwie coś kombinuje, bo o COŚ mu przecież chodzi.
A przecież MUB jest osobą skromną, skromną jak cholera („Jak wszyscy wiedzą, jestem osobą skromną jak jasna cholera”) – co widać, słychać i czuć na załączonym obrazku. On tylko moralizuje, wskazuje i prowadzi swoje owieczki niezmiennie mówiąc: ja, ja, ja ... podkreślając rzeczywiście swoje skromne jak cholera ego (zachęcam policzyć w dowolnym poście MUB pojawiającą się ilość tego słowa – w ostatnim raptem 6 /co najmniej o 5 za dużo/, ale bywa 10 i 15).
Na zakończenie niech MUB się zdecyduje: czy jestem nieszczęsny, głupi (słowa MUB) czy też na tyle władny i inteligentny, że to ja ustalam ład i porządek , chociażby decydując czyj post zawiśnie na głównej bramie. Niech się precyzyjniej określi, gdyż w tym kolejnym moralizatorskim kazaniu same owieczki mogą się już pogubić.
Ten tekst zainspirował bloger Mireks. Dokonałem parafrazy jego tekstu, który dziś napisał.
Oczywiście wszelkie podobieństwo do czegokolwiek jest przypadkowe i nie nosi znamion obrazy. Gdybym był kabareciarzem, to ten tekst osobiście bym odegrał przed szerszą publicznością, podając oczywiście źródło mojej inspiracji.
Treść znajdziecie na „moje analizy.salon24.pl”. zachęcam, bo na tym blogu na pewno nikt nie będzie się nudził. Można dostać ewentualnie zawrotów głowy, no i dobrze WC mieć w zasięgu, gdyby się niedobrze zrobiło.
W końcu Ubeckie metody oraz język, w tak czystej postaci rzadko się dziś zdarzają.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)