Tak na prawdę trudno mi określić konkretną datę początkową mojej sympatii do West Ham United. "Kształtowało" się to kilka dobrych lat, a na mój wybór wpłynęło sporo czynników. Niewątpliwie najważniejszymi były : Sport, Trybuna Robotnicza (gazety) i Telewizja.
W początkach lat 60-tych dużą renomę w świecie piłkarskim cieszył się tzw. Puchar Ameryki Południowej, który rozgrywany był zawsze latem. Oprócz uznanych firm futbolowych brały w nim udział także polskie drużyny i odnosiły tam spore sukcesy. M. inn. Polonia Bytom została triumfatorem tego Turnieju ( jak komuś się chce, to można poszukać w wikipedii, ja to piszę z głowy i nie wszystko może być precyzyjne). Chyba wtedy po raz pierwszy usłyszałem o WHU . Polonia zremisowała wtedy mecz z WHU 1:1.
Nadeszły MŚ 66 w Anglii i była to pierwsza taka impreza transmitowana przez polską TV (nie wszystkie mecze były pokazywane). Jako ciekawostkę podam,że tam po raz pierwszy pokazały się "powtórki", tzw. "replaye". Krążył wtedy dowcip o najlepszym strzelcu świata - Replay'u.
W finałowym meczu z Niemcami 3 bramki zdobył Hurst, który był Hammersem, a kapitanem był Moore.
Następnie było Mexico'70 i słynna afera ze statuetką Rimeta. Odzyskano ją, ale przez moment jednym z zamieszanych w zdarzenie był kapitan repry Anglii Moore.
Wszystkie mecze transmitowała czeska TV i wszystkie widziałem.
To jeszcze nie był czas na mój WHU.Tym prawdziwym, dozgonnym kibicem stałem się tak na prawdę w roku 1975, kiedy to TV transmitowała Finał Pucharu Anglii: WHU - Fulham (2:0 - dwie bramki Taylor). Wiedziałem po tym meczu,że WHU to nie pomyłka, to mój Klub. I tak już zostało do dziś. W roku 1976 TV transmitowała finał PZP Andrlecht - WHU 4:2, który do dziś mam przed oczami...wtedy już byłem fanem, dozgonnym fanem.
FC Barcelona, Real, Manchester Utd, Bayern,AC Milan zawsze były, nie tylko dla interesujących się piłką nożną rozpoznawalną marką.Te "Firmy" i kilkanaście innych przejdą na pewno do historii tzw. "kultury masowej", którą dziś można by nazwać "historią pop kultury", oczywiście w pewnym uproszczeniu.Ileż to razy oglądaliśmy wspaniałe pojedynki tych gigantów oraz ich gwiazdy popisujące się wirtuozerią na boisku oraz kontrowersyjnymi zachowaniami poza nim.
Ale nie o ty chciałem pisać. Zawsze intrygowało mnie, kim jest ten zwykły kibic (sympatyk) wymienionych zespołów.Oczywiście wykluczam tu "autochtonów", czyli tych, którzy są z racji miejsca ich zamieszkania naturalnymi sympatykami. Chodzi mi o społeczność "pozaregionalną" - szerzej mówiąc o tych wszystkich, którzy znają swoje ulubione kluby poprzez przekazy medialne.
Dziś, w tych niebywale skomercjalizowanych czasach nie jest tajemnicą, że wpływy z biletów nie są pozycją decydującą w budżetach nie tylko klubów piłkarskich.Doszło do tego,że biura podróży oraz same kluby organizują wycieczki turystycznie na ich mecze.Ba, oglądanie treningów też jest płatne.Rozgrywanie meczy sparringowych z klubami z najwyższej "półki" też nie jest za darmo.Same reklamy oraz prawa do transmisji medialnych są pokaznym środkiem dochodów klubów.
Cholera, ale znów o tym nie chciałem pisać...
No więc cóż tak na prawdę decyduje o popularności tych wspaniałych klubów ? Myślę że ludzie chcą się kojarzyć z kimś kto odnosi suksesy. Tak, to naturalne. Chcemy przez to sami się dowartościować.Chcemy pokazać, że należymy do grona wygranych, do grona tych, którzy są najlepsi w Europie i na Świecie.I to tu i teraz ! Ileż to mamy na blogach i forach tych sympatyków wszelakich "Barcelon i Bayernów"...dopóki ich zadyszka nie dopadnie. Dokładnie, zadyszka.
Wielu z nas pamięta złotą erę drużyn holenderskich: Ajax, Feyenoord, PSV. Kto dziś się do nich przyznaje? Kto został z nimi "na śmierć i życie". No kto, pytam kto ?
Niedawno narodziło się natomiast wielu "dozgonnych" fanów Chelsea Londyn, odkąd pobłogosławił ten Klub Pan Abramowicz. I znów obserwujemy fanów, którzy nagle "ukochali" The Blues, a parę lat temu jeszcze pies z kulawą nogą nie spojrzałby na Stanford Bridge.
Piszę to z nieukrywaną satysfakcją.Piszę dlatego, bo czuję się usatysfakcjonowany i dumny z tego,że nie jestem takim "kibolem".
Od trzydziestu bodajże siedmiu lat jestem członkiem społeczności związanej z Boleyn Ground, Green Street, Upton Park. Tak, jestem dumny, że jestem kibicem West Ham United Londyn.
Od tylu lat przygryzam paznokcie, aby mój Klub nie wyleciał z ligi, albo ,żeby do niej awansował. Nie będę się rozpisywał, ale żaden fan Barcelony, czy innych wielkich Klubów nie przeżyje nidgy takiej chwili, jak my , prawdziwi kibice WHU , kiedy Carlos Tevez już w barwach Manchesteru Utd, został owacyjnie przywitany na Upton Park, a gdy schodził z boiska, pożegnał się z nami i łzy spłynęły mu po policzku.Nam też....
No i dziś znów obgryzam paznokcie. Idzie nam słabo. Będzie lepiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)