Władze Poznania podjęły się zastosowania innowacyjnej metody „sondażu obradowego” dla określenia preferencji społecznych dotyczących sposobu wykorzystania po Euro 2012 stadionu budowanego w stolicy Wielkopolski. Badanie nadzorował twórca tej metody prowadzenia sondażu, prof. James Fishkin, który wyjaśnił, bardzo logicznie, wyższość swojej metody przeprowadzania sondażu, nad metoda tradycyjną.
Stu pięćdziesięciu uczestników badania, podzielonych na piętnastoosobowe grupy, debatowało, czy przy stadionie ma powstać centrum biznesowe, czy może park rozrywki…
Blady strach padł na włodarzy Poznania, bo zorientowali się, że to już dziś trzeba wiedzieć, co się będzie działo na stadionie i wokół niego, zanim się go zmodernizuje, aby do niego nie dopłacać.
Trzeba wyliczyć zapotrzebowanie na hotele (w standardzie pasującym do okolicy, w której jest stadion) centra konferencyjne, albo handlowe, ośrodki SPA, sklepy itp. A dopiero na końcu mówimy, jaki stadion możemy umieścić w całym kompleksie, żeby pasował do reszty.
Zrobiono na odwrót.
Jak robimy na odwrót, to pewne jest jedno – na utrzymanie stadionu potrzebne będą pieniądze podatników. Chyba że się go sprzeda. Ale wtedy na kupno będą tacy sami chętni jak na stocznie. Bo jak się sprzedaje wówczas, gdy już nie ma wyjścia, to trudno o dobrą cenę.
Stadion miał kosztować 613 mln. Nie wiadomo tylko, czy netto, czy brutto.
W przypadku Stadionu Narodowego w Warszawie, okazało się to ważną kwestią Pijarowską. Ma on kosztować prawie 2 miliardy (dokładnie 1.914.000.000), ale prasę obiegła wiadomość nieco bardziej optymistyczna, że to będzie „tylko” 1.569.000.000. Resztą to VAT, który „skarb państwa odzyska”. Skarb Państwa ma tylko tyle ile zabierze podatnikom. Będzie musiał więc nam zabrać 1 mld 914 mln, żeby móc zapłacić za stadion.
Prasa, która komentowała te informację podkreślała, że „początkowo” stadion miał kosztować raptem 1 mld 220 mln.
Jak powiedział Mirosław Drzewiecki („Mirek”), była to wycena wzięta „z kosmosu”.
W lutym 2006 roku na pierwszej konferencji prasowej, na której zasugerowano, że Stadion Narodowy, będzie przedsięwzięciem nie komercyjnym tylko właśnie „narodowym”, ówczesny Minister Sportu Tomasz Lipiec („Tomasz L.”) stwierdził, że koszt budowy stadionu na 55 tys. miejsc wyniesie „około pół miliarda złotych”. Gdyby nawet dodać VAT, to i tak byłoby mniej niż miliard.
Gwoli prawdy, to „Mirek” wyliczenia robił w oparciu o 70 tys. widzów. Tymczasem będzie jednak tak jak za „Tomasza L”, czyli 55 tys. Kwoty jednak nikt nie skorygował.
Tymczasem w Poznaniu jest już pewne , że zespół nie rozegra w tym roku żadnego meczu na swoim stadionie przy ul. Bułgarskiej. Co więcej, mówi się nawet o opóźnieniach ,które mogą skutkować oddaniem stadionu dopiero w czerwcu. A to kłopoty z murawą, potem z zadaszeniem. Coś tam trybuny się nie zeszły, coś tam i coś tam. Klub zaczyna ponosić straty już nie tylko z racji mniejszej ilości kibiców na meczach, ale także z powodu podpisanych zobowiązań reklamowych i sponsorskich.
Podczas panelu „Wzmocnienie gospodarki w dobie światowego kryzysu”, zorganizowanego z okazji dwulecia rządu, Pan Minister Finansów Jacek Rostowski zapowiedział, że „reguła wydatkowa”, jaką ma zaproponować rząd, pozwoli na zejście z deficytem sektora finansów publicznych do 3% PKB. Szef Doradców Strategicznych Premiera, Pan Michał Boni, zgodził się z Panem Ministrem, iż „kluczowa jest tutaj reguła wydatkowa”.
Ciekaw jestem, co to takiego ta „reguła wydatkowa” i czy aby dotyczy ona wzrostu kosztów budowy i remontu stadionów. Nie tylko tych na Mistrzostwa, ale i Orlików.
Wykorzystałem fragmenty tekstu Roberta Gwiazdowskiego


Komentarze
Pokaż komentarze (7)