Odetchnąłem z ulgą w tej 117 minucie, gdy Iniesta celnym trafieniem zepchnął brutali z Holandii w otchłań. Przykro mi to pisać, bo Holendrów od niepamiętnych czasów darzę sympatią. Nie tym razem jednak.
Ja rozumiem, że „przemęczony” Howard Webb nie pokazał dwóch czerwonych kartek de Jongowi i van Bomelowi, ale nie rozumiem też, po co się „wysilił” z tą czerwoną kartką w końcówce dogrywki. Nie wiem, może chciał odrobić zaległości ? W sumie żałośnie wyszło.
Hiszpania oprócz tytułu, zdobyła też pierwsze miejsce w klasyfikacji fair-play. Należy dodać, że w półfinałowym meczu z Niemcami Hiszpanie po raz pierwszy sfaulowali w 27 minucie !
Nie pisało się o tym w mediach zbyt głośno, ale już przed World Cup w samej Holandii krytykowano selekcjonera Berta Van Marwijka za wpajanie zawodnikom zbyt ostrej gry. Zarzucano mu, że odchodzi od tradycyjnego „futbolu totalnego”, który do dziś funkcjonuje w mentalności Oranje.
Tym większe więc wyrazy uznania dla Espaniolów za to, że nie dali się sprowokować. Zagrali tak, jak na Mistrzów przystało.
To Hiszpanie dziś grają futbol totalny: totalnie niszczący dla rywali i totalnie piękny dla publiczności. Holendrzy zaś sami stworzyli potwora.
A, że mecz nie był ładny ?
Chciałoby sie napisać:" Beauty and the beast " o tym meczu.
Miejmy pretensje do brutali z Niderlandów.
...


Komentarze
Pokaż komentarze (34)