Zebe Zebe
387
BLOG

Wyznanie "kuby", gorycz moja

Zebe Zebe Rozmaitości Obserwuj notkę 6

Wczoraj napisałem krótki  tekst  o Klubie, któremu kobicuję od wielu wielu lat. Dziś pragnę Wam zaprezentować tekst blogera "kuba", który znalazł się na portalu westhampoland.com . Tekst, który wyraża wszystko co i ja czuję dziś, dziś , gdy po raz kolejny przyjdzie się żegnać się z Premiership. "kuba" jest moim rówieśnikiem.

55 lat temu urodziłem się w szpitalu na Mile End.

50 lat temu na placu zabaw szkolnym zaczepił mnie ryżyk zwany Donaldem. Przycisnął mnie do ogrodzenia i krzyczał do mnie : „Komu kibicujesz ?!”

Odpowiedziałem szczerze „nikomu”, na co on odpowiedział : „W porządku. Rób co uważasz, byle to nie był West Ham”. Jak się okazało był to mój pierwszy kontakt z kibicem Spurs i oczywiście na przekór ryżykowi zacząłem kibicować „Młotom”.

Pamiętam wszystkich mistrzów : Moore, Hurst, Peters, Brabrook, Byrne, Standen, Sissons i pozostałych. Było ich wielu. Legiony bordowo-niebieskich gwiazd, które mnie zachwycały, inspirowały i były sensem mojego zwykłego nudnego życia, choć niejednokrotnie bolesnego.

Przynależność do West Ham'u dawała mi poczucie czegoś dobrego i wartościowego. Oglądanie zmęczonych, lecz szczęśliwych i zwycięskich „Młotów” jest dla mnie tak samo wzruszające jak scena w Skazanych na Shawshank, podczas ucieczki Andy'ego Dufresne'a kanałem.

I tylko zwycięski West Ham United mógł czuć się dobrze i należycie. Byliśmy dobrzy, choć często słabsi od pozostałych, ale za to graliśmy pięknie i za każdym razem, kiedy zdobywaliśmy punkty, czułem się jak moi lokalni herosi, którzy nieświadomie wspierali mnie w życia, które w dużej mierze składało się z bycia zastraszanym w szkole i odtrąconym przez moich beznadziejnych rodziców.

A więc mój romans z „Młotami” zaczął się... Tak najpierw to był romans, później związek, a na końcu małżeństwo. West Ham był i nadal jest moją „Doris” i teraz chciałbym „uczcić” naszą złotą rocznicę. Wspominam te wszystkie lata z sympatią i łezką w oku, ale teraz widzę, też te wszystkie niedokładności na jej ciele.

I dzisiaj moja Doris doprowadza mnie do szału. Nie chce zrobić tego, o co ją proszę, co chwile przynosi mi jakiś to nowszy rachunek. Jest strasznie nieogarnięta i za nic w świecie nie chce mi się podporządkować. Powiedziałem jej : „Wróć do swoich dawnych ideałów, kiedy byłaś piękną dziewczyną, bo inaczej utoniemy razem w tym gównie.”, ale oczywiście ona dalej mnie nie słucha. Co mogę poczynić ? Zostawić ją ? Już za późno i szczerze mówiąc, nadal ją bardzo kocham.

Moja miłość do West Ham'u jest bezwarunkowa – jak każda prawdziwa miłość. W szczęściu i nieszczęściu, w zdrowiu i chorobie, aż nas śmierć nie rozdzieli. Nie oczekiwałem w zamian zbyt wiele. Wystarczy, że ludzie opiekujący się moim klubem będą podejmować uczciwe i honorowe decyzje, a zawodnicy, którzy zakładają na siebie bordowo-niebieski trykot będą to robić z pewnym poczuciem dumy, wiedząc, że idą w ślady wielkich poprzedników.

Niestety ze smutkiem muszę stwierdzić, że poza kilkoma wyjątkami, te dzisiejsze beztalencia nie będą wiedzieć kim był Alan Sealey. Obojętność dzisiejszych piłkarzy do jego klubu, historii i kibiców jest nie do opisania.

Tak więc pewnego dnia powiedziałem jej wprost : „Spójrz na siebie Ty ekstrawagancka krowo. Nadszedł czas, aby sprzedać te wszystkie kosztowności, które przepełniają nasz dom. Nie możemy już sobie na to pozwolić, musimy pospłacać karty kredytowe i uszczuplić nasze wydatki. Nie możemy tak szastać pieniędzmi na prawo i lewo. Poza tym nie kocham Ciebie z powodu tych wszystkich diamentów i innych kosztowności, a kocham Cię, za to kim jesteś w środku.”

„Podczas tych ostatnich lat, straciłem z Tobą kontakt. Zacznijmy wszystko od początku. Przypomnij sobie dlaczego jesteś tą jedyną dla mnie i dlaczego ja jestem tym starym kochającym mężem.” I wiecie co ? Zgodziła się ze mną !

Tylko dzięki udanym relacjom, twój związek może przetrwać. Tak jest z ludźmi i tak samo jest w piłce nożnej.

I to pragnienie musi być odwzajemnione, musimy sobie wyznaczyć kierunek. Każdy szczęśliwiec, któremu przyjdzie zagrać dla mojego ukochanego klubu, powinien udowodnić, że zasługuje na grę w tym klubie. Gra dla West Ham'u powinna być honorem i zaszczytem, a nie tylko sposobem na zarobek. Jestem pewien, że w końcu znajdziemy takich piłkarzy.

Musimy zacząć wszystko od nowa. Na początku musimy się pozbyć tych wszystkich marnych kopaczy i znaleźć piłkarzy, którzy są chętni do gry w klubie z tak wspaniałą historią. Piłkarzy dla których gra w tym klubie to krok naprzód, a nie przymus. West Ham nigdy nie powinien być przystankiem w robieniu kariery. Powinien być spełnieniem marzeń.

Pragnienie z natury jest bardzo zakaźne, ale ten proces musi się rozpocząć od zawodników. Jak bardzo kibic nie jest oddany, prędzej czy później znieczuli się na ból, kiedy widzi na boisku zawodników dających z siebie tylko 50% możliwości, lecz kiedy ten proces udzieli się zawodnikom, udzieli się i kibicom, a oni przekażą to uczucie swoim rodzinom i przyjaciołom i tak się nakręca ta koniunktura.

Spodziewałem się takiego obrotu spraw już po kilku pierwszych spotkaniach w tym sezonie. Już tyle razy przeżywałem spadek, że nauczyłem się rozpoznawać znaki, ale nadal boli jak cholera, jakbyśmy mieli lecieć w dół po raz pierwszy, ale po chwili pogodziłem się z naszym losem. Wierzę, że nasi właściciele widzą to samo co ja.

To nie jest koniec świata, a w naszym przypadku krwawa konieczność, jeśli chcemy kiedykolwiek odbudować ten klub. Pozbądźmy się tego balastu, pozbądźmy się ogromnego budżetu płacowego, wyrównajmy poziom i znajdźmy piłkarzy, którzy pragną gry w tym klubie, pobudźmy kibiców i środowisko. Przeprowadźmy się na nowy stadion głodni sukcesu i nowej etyki pracy, a następnie może, być może odnajdziemy naszą fortunę.

Czasami ciężko przychodzi kochać West Ham, a dzisiaj wyjątkowo to czas trudnej miłości.

westhampoland.com/?nid=2743

Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości