Pamiętam jak w latach młodzieńczych powieść-opowiadanie Szaniawskiego „Żeglarz” wywołało nie lada emocje na lekcji „polskiego” w szkole ośmioletniej, podstawowej…
Tak, to nie jakiś tam żart, czy też moja fanaberia. Dyskusja toczyła się w szkole podstawowej, w ósmej klasie !
Dla większości młodocianych na S24 streszczę:
Akcja utworu rozpoczyna się w momencie, kiedy wszyscy przygotowują się do obchodów pięćdziesiątej rocznicy śmierci kapitana Nuta, legendarnego, bohaterskiego żeglarza, który podpalił statek i zginął, nie chcąc oddać się w ręce nieprzyjaciela. Rzeźbiarz przygotowuje pomnik bohatera, rektor monografię, mimo że kapitan nie pozostawił po sobie żadnych pamiątek. Historyk Jan, narzeczony Med, siostry Rzeźbiarza, zebrał jednak materiały, dzięki którym może udowodnić, że kapitan nie był ani bohaterem, ani nawet czułym kochankiem. Żaden wróg nie atakował okrętu, a statek utonął przypadkowo, zaś kapitan, człowiek brutalny i prostacki, nadużywający alkoholu i uratował swoje życie dobijając się o miejsce w łodzi ratunkowej.
Tak. Wtedy w latach sześćdziesiątych głębokiego PRL-u (sic!) pozwalano czytać takie lektury. Co więcej, pozwalano na wyrażanie swoich opinii i na upublicznianie emocji ludziom. Demokrację zastąpiono moralnością definiowaną socjalistycznie. Bazowano na wartościach chrześcijańskich, których nie odważono się zanegować.
Gorzkie to wspomnienie, bo my polityki nie rozumieliśmy. Polityki nie było. Polityka nie funkcjonowała jako obiekt do dyskusji. Polityka była czymś z czego nikt sobie nie zdawał sprawy, bo wszystko zawsze było bezdyskusyjne i hurtowo popierane. Przecież szansy na inne życie nie było.
Dziś zaś takie szanse w dalszym ciągu są za sprawą nowej demokracji, tej prawdziwej.
Dziś odbyło się spotkanie premiera z Ziobrystami. Piszę z Ziobrystami, bo to jeszcze nie partia.
"Możemy udawać przed samymi sobą, że świat zaludniają politycy wyłącznie szlachetni, którzy z mówienia całej prawdy uczynili swoją istotę prymarną, ale ja wiem, że tak nie jest i na tej sali też takich nie ma" - powiedział Tusk. Dodał, że nie wyklucza, bo tak mu podpowiada intuicja, że gdyby kto inny wygrał wybory parlamentarne w 2011 roku, to "nie podjąłby tego wysiłku (ws. reformy emerytalnej), albo z powodu przekonań, albo z powodu cynizmu".
No cóż, można by wzruszyć ramionami, tak jak przy innych wypowiedziach premiera dotyczących zdarzeń „post factum”.
Za jedne, gdy już nie da się zwalić na innych trzeba przyjąć odpowiedzialność, jednocześnie pisząc listy ostrzegająco- pouczające do reszty Europy, jak to było w sprawie ACTA, gdzie wyszło na to, że to Tuskowi trzeba dziękować za to , że łaskawie został europejskim królikiem doświadczalnym.
Za drugie zaś, wzruszmy ramionami, bo Tusk wie najlepiej, że nikt inny nie wprowadziłby wydłużenia wieku emerytalnego z powodu „przekonań” ( cóż miał na myśli, tego nikt zapewne nie wie) lub też z powodu cynizmu, do którego mimowolnie, zapewne też niechcący się przyznał, a innym zaimputował.
Zacytowana powyżej wypowiedź premiera świadczy o nim jak najgorzej i śmiało może być porównywana z innymi cynicznymi wypowiedziami wice Pawlaka, czy też komisarza Lewandowskiego w kwestii mitycznych 300 mln z UE. I żeby było jasne – cynizm ni jak się ma do odwagi, a tym bardziej do prawdy.
Pisząc o „Żeglarzu” miałem zamiar napisać notkę o kimś innym , ale czymś podobnym. Bieg wydarzeń sprawił jednak, że postanowiłem temat rozszerzyć.
Nie mówienie społeczeństwu prawdy może być nazwane populizmem. Nie mówienie społeczeństwu prawdy rządząc, nazywa się oszustwem i Donald Tusk doskonale o tym wie, co dziś zresztą potwierdził.
Zapewne sprawa wydłużenia wieku emerytalnego ( bezwarunkowa) będzie jeszcze przedmiotem korekt, bo nie wyobrażam sobie, by w samej dyskusji nad zaproponowanymi rozwiązaniami, Tusk się nie ugiął i nie wprowadził zmian. Tym bardziej, że nie uniknie pytań o likwidację przywilejów emerytalnych, które ponoć leżą na stole w jego kancelarii w formie kolejnej ustawy.
To właśnie świadczy o cynizmie Tuska i jego ekipy.
Zamiast zaproponować pakiet rozwiązań, a w tym znaczne ograniczenie przywilejów lub ich likwidację, Tusk chce najpierw wydłużyć wiek emerytalny, a dopiero potem – w zależności od klimatu – przedstawić ustawę likwidującą przywileje.
I to jest właśnie ten cynizm, który cechuje rządy Tuska oraz jego samego.
Społeczeństwo testowane jest już cztery lata. Nikt na razie nie jest w stanie powiedzieć, gdzie jest granica tego testowania, ale ona istnieje. To pewne jak w szwajcarskim banku .
Coraz bardziej jestem przekonany, że kapitan Nut z powieści Szaniawskiego jeszcze żyje, a historyk Jan się jeszcze nie narodził.
Mediom dedykuję.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)