Postanowiłem wreszcie zabrać się za notkę, której temat od dłuższego czasu chodzi mi po głowie. Wielu z nas zastanawia się , jak to możliwe, że sądy wydają kuriozalne wyroki dużo częściej niż gdzie indziej w cywilizowanym świecie. Zastanawiamy się, jak to możliwe, że wysocy urzędnicy państwowi są bezkarni i nie podlegają ocenie prawa lub też krytycznej ocenie swoich przełożonych.
Pochylamy się zdziwieni nad faktami wyborczymi, takimi chociażby jak to, że najlepszy wynik w wyborach do Europarlamentu uzyskał Jerzy Buzek, który był premierem do bólu nieudolnym i cofnął Polskę o sporo lat w prawidłowym rozwoju. Wreszcie robimy wielkie oczy kontestując sukces wyborczy partii Palikota, by nie wspominać o kolejnych wersjach życiorysu Wałęsy prezentowanych przez niego samego na dowolną okoliczność. Można by jeszcze napisać, że prawie połowa Polaków uważa do dziś, że stan wojenny był koniecznością.
Ukoronowaniem zaś tego wszystkiego jest cicha zgoda większości społeczeństwa na permanentne obniżanie ich poziomu życia przez partię rządzącą, pomimo oczywistych sygnałów dotyczących niegospodarności, nepotyzmu na eksponowanych stanowiskach, czy też permanentne naginanie prawa lub też jego świadome łamanie przez praktycznie wszystkie instytucje państwa podległe rządowi. Mógłbym tu napisać chociażby o sposobie waloryzacji emerytur, który świadomie przyjęła koalicja rządząca, wiedząc, że łamie tym samym konstytucję, czy też o planowanej zmianie w ustawie dotyczącej obniżenia standardów dróg, a w szczególności autostrad. Mógłbym też napisać o co prawda nieudanej, ale jednak próbie alokacji funduszy unijnych z kolei na drogi. Mógłbym więc długo, bo większości tematów nawet nie zasygnalizowałem.
Państwo więc jawi się rządzącym jako coś na wzór prywatnego folwarku, gdzie reguły postępowania wyznacza zarządca w zależności od swojego widzimisię , pokazując jednocześnie, że jemu wolno.
I tak też jest w naszym społeczeństwie – jeżeli im wolno, to nam wolno też. Społeczeństwo toleruje decyzje władz. Podkreślam, toleruje, bo samo z ułomności tego Państwa korzysta jak może.
Gdy rząd jest nierządem, a prawo nie jest prawem, wszystkie chwyty są dozwolone. Rośnie więc strefa gospodarcza wyjęta z jurysdykcji prawa. Jednocześnie państwo toleruje samozatrudnienie obywateli, dając czytelny sygnał , że na nie nie można liczyć. No bo jak liczyć na państwo, które postuluje podniesienie wieku emerytalnego po uprzednim skoku na kasę obywateli (ZUS-OFE), strasząc alternatywnie w obu przypadkach dalszym, gwałtownym wzrostem podatków ?
Jaki więc dziś jest stopień zaufania obywateli do takiego państwa ?
Śmiem twierdzić, że dziś AD 2012 stopień zaufania do państwa oscyluje na poziomie jednocyfrowym.
Nie pomogą gadające głowy, nie pomogą celebryci kreowani na autorytety, nie pomogą wreszcie sąsiedzi, bo oni też „kombinują” jak się ustawić w takiej rzeczywistości.
Jestem Ślązakiem, który sporo „wyczytał” o historii naszego regionu, ale też niektóre zachowania i postawy wyniosłem z tradycji tak rodzinnej jak i z własnego otoczenia.
Jednym z takich kanonów zachowań, jest respekt dla prawa, który na Śląsku czy w Wielkopolsce wprowadzili Niemcy, podobnie jak Austriacy w Galicji. Pomimo ewidentnych działań germanizacyjnych w szkołach, pomimo administracji opanowanej przez Niemców, czy też parafii przez duchownych niemieckich, prawo obowiązywało w tym samym stopniu wszystkich mieszkańców. Po odzyskaniu niepodległości szacunek dla prawa na Śląsku pozostał. To wielka i duża lekcja , której udzielił nam paradoksalnie pruski okupant.
Podobnie było w Wielkopolsce oraz w Galicji, które to regiony, tak samo jak Śląsk, nie zaznały nigdy toksycznego wpływu carskiej okupacji, obcej standardom cywilizacji zachodniej, obojętnie jak by ją nie rozpatrywać.
Podam jako przykład coś, co może wydawać się absurdalne dla wielu Polaków, ale jednak w jakiś tam sposób definiuje różnice w postrzeganiu cywilizacji wschodu i zachodu.
Otóż fakt obchodzenia dnia urodzin w cywilizacji zachodniej wynikał z prostej przyczyny prowadzenia ksiąg ( głównie parafialnych), w których dokumentowano rodowód każdego nowo-narodzonego. Na podstawie tych zapisów można było stosować wnioski prawne lub też określać status narodzonego w aspekcie jego powinności wobec właściciela, gminy, parafii, a w okresie późniejszym państwa.
System „wschodni” bazował zaś na zapisie niejako uproszczonym. Cara nie interesowało pochodzenie poddanego w aspekcie prawnym, bo to car nadawał prawa (przywileje)abstrahując od pojęcia prawa w rozumieniu potocznym, obecnym w zachodniej części Europy. Wystarczało więc nadanie imienia niejako „po ojcu - imieniny”, czyli wprowadzono uproszczony system ewidencji, który w zupełności zadowalał państwo rosyjskie, czyniąc z obywateli niewolników. Te standardy przeniesiono na tereny administrowane, w tym na Polskę w granicach administracji rosyjskiej.
System sowiecki, wprowadzony po puczu w roku 1917 był w istocie systemem opartym na fundamentach carskiej Rosji. Lenin i jego następcy wzięli wszystko co „najlepsze” z osiągnięć carskiej bezpieki i rozwinęli to „twórczo” także w dziedzinie prawa.
W dziedzinie ekonomii się jednak „omylili” i dlatego padli. Iną kwestią jest, czy współczesna Europa -jako taka - wyciągnęła z tego wnioski.
Żeby jednak już nie zanudzać, napiszę to, co mi tak naprawdę leży na sercu…
Co z tą Polską, chciałoby się napisać.
Co z tą Polską, gdzie do dziś obowiązują standardy wschodnie.
Przecież Hitler stworzył nie przypadkiem Generalną Gubernię (GG) w granicach odpowiadających prawie, że Kongresówce dokładając Galicję z Krakowem. On wiedział, że przekracza granice cywilizacji. GG miała być buforem na styku tych cywilizacji. I nieważne, że Hitler prezentował patologię polityczno-społeczną – gdyż zetknął się z patologią systemu wschodniego. Dziś już trudno ocenić, co by było, gdyby Hitler przystał na granicę z Sowietami na linii Wisły. Faktem jest, że zaskoczył Rosjan, a zarazem zapewne i sam siebie, bo dotarł o wiele za daleko i to w brew ustaleniom paktu Ribentrop-Mołotow, co chyba zadecydowało o późniejszym kształcie Generalnej Guberni.
Piszę ten tekst dlatego, że mi smutno. Smutno mi, że pomimo dwudziestu z górą lat, nie dorastamy do pięt naszym krewnym z nie tak odległej przeszłości, gdy Państwo tworzyło Wojsko w mundurach niemieckich, galicyjskich i rosyjskich, gdzie Państwo było w stanie obronić się w roku dwudziestym przed wschodnim najeźdźcą, gdzie Państwo było w stanie zrobić wszystko, by Polska przetrwała z Krzyżem jako symbolem patriotyzmu łączącym wszystkie warstwy społeczne, nie wyłączając Żydów, gdy trzeba było.
Smutno mi, bo rządzą nami od dwudziestu lat ludzie o mentalności wschodniej. Nie wiem , czy definiowani politycy jako „Warszawka” są w stanie skojarzyć, że Polska potrzebuje standardów europejskich w każdej sferze życia społecznego. Unia Europejska tu niczego nie rozwiązuje, bo kraj z przywódcami o mentalności wschodnio-poddańczej zgodzi się na wszystko. Nikt nie skorzystał z doświadczeń Wielkopolski, Galicji i Śląska, które uniknęły traumy rosyjskiego zaboru.
Tak więc żądzą nami od dwudziestu już lat z hakiem ludzie o mentalności wschodniej lub też w najlepszym razie o mentalności zachodnioeuropejskich pariasów, w osobach liberałów z Wybrzeża nie utożsamiających się z Krajem nad Wisłą. I tak źle i tak niedobrze.
Cóż to więc za patriotyzm koncesjonowany, pomijający Polskę spoza dawnej Kongresówki ?
Nie mamy poczucia narodowego patriotyzmu, bo nie mamy prawdziwych przywódców, nie mamy udokumentowanej najnowszej historii, nie mamy autorytetów. Hucznie obchodzimy rocznice Powstania Warszawskiego zapominając o powstaniach w Wielkopolsce i na Śląsku, a Kraków to najchętniej „Warszawka” zepchnęłaby do roli Pcimia Dolnego.
Proszę mi wierzyć, że jesteśmy ewenementem na skalę europejską. Nie ma w Europie postkomunistycznego państwa, w którym procesy społeczne i gospodarcze przebiegały tak bezproblemowo w ciągu 20 ostatnich lat jak w Polsce. My nie mamy swojego zdania. Godzimy się na wszystko w oparach mętnego prawa, tworzonego ad hoc i w interesie grup interesów, a nie w interesie obywateli. Godzimy się na szwindle i szwindelki, bo nikt nie zadbał o naszą podmiotowość jako obywateli dużego europejskiego Kraju i co gorsza, nie dba dalej.
Jednym słowem , jesteśmy bezbronni, bo jesteśmy jako Polacy ulepieni z gliny znad Wołgi lub z bagien Polesia.
Jesteśmy obcy kulturowo chociażby dlatego, że dziś podnosimy rękę na fundament cywilizacji zachodniej, którym jest Kościół Katolicki, bo to on od zawsze należał do kręgów tej kultury . Daleki jestem od bezkrytycznej obrony funkcjonariuszy KK, którymi są księża. Nie akceptuję jednak standardów „wschodnich”, czyli zdziczenia i braku przestrzegania reguł cywilizowanego państwa typu zachodniego.
Wczoraj przed meczem Dortmundu z Werderem, czyli tej Borussi w której gra trzech Polaków, uczczono minutą ciszy pamięć zmarłego parę dni temu piłkarza, który strzelił pierwszą bramkę w historii Bundesligi. Na telebimie pojawił się ”Krzyż” – w ciszy i skupieniu – bez gwizdów.
Ten krzyż nie będzie kontestowany. Ten Krzyż jest elementem cywilizacji europejskiej, co w Niemczech nikogo nie dziwi.
Może kiedyś ten tekst rozwinę, bo powiem szczerze, że zadowolony nie jestem.
Jeszcze trochę mi brakuje, by napisać, że wstyd mi, że jestem Polakiem. Zawsze mogę odskoczyć w bok i napisać, że jestem Ślązakiem, ale czy o to chodzi ?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)