Igor Janke: Wstyd mi za „Dziennik”
Jestem za granicą na kilkudniowym urlopie. Dopiero przed chwilą dowiedziałem się o tym, co zrobił „Dziennik” z Kataryną. Tylko przez chwilę mam dostęp do sieci, więc piszę teraz krótko. Jeszcze przed wyjazdem Kataryna opowiedziała mi o tych sms-ach. Przyznam, że nie mogłem uwierzyć w to, co do mnie mówi. Nie wierzyłem, że to zrobią. Ale stało się. Praktycznie ujawnili ją, strojąc się przy tym w szaty etyków. Co chcieli osiągnąć tym tekstem, poza zyskaniem rozgłosu?
To podłe. Wstyd mi, że uprawiam ten zawód, co ci, którzy zdecydowali o tej publikacji.
„Dziennik” sięga dna. Wiem, że to nie dotyczy wielu pracujących tam moich kolegów. Ale ktoś podjął tę decyzję, ktoś wysyłał te sms-y, naczelny musiał zdecydować o publikacji.
http://jankepost.salon24.pl/106493,wstyd-mi-za-dziennik
Jachowicz: Internauta ma prawo być anonimowy
(..)
jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, aby narzekać na jak się wydaje często niezasłużone, a czasami niczym nieusprawiedliwione razy, jakie spadały na mnie ze strony internautów. Ani tym bardziej któregokolwiek z autorów, nawet tych, których wpisy były dla mnie najbardziej bolesne, pozbawiać prawa do anonimowości. Fundamentem, na którym zbudowana jest wartość ocen naszych czytelników, jakim zostajemy jako dziennikarze poddani, jest właśnie anonimowość ich autorów.
Dziennikarstwo, jest zawodem zaufania publicznego i musi podlegać ocenie społecznej. Opinie internautów są jednym z przejawów takiej społecznej oceny. Że nie zgadzamy się z wieloma, że oceny te często są zniekształcone przez negatywne nastawienia, uprzedzenia, sympatie bądź antypatie, stereotypy, a pewnie czasami i własne interesy, to rzecz naturalna i nie do odwrócenia. Opinie te tworzą najczęściej ludzie już dojrzali, uformowani, o utrwalonych już poglądach politycznych, o wykrystalizowanym podejściu do życia. Podobnie musimy patrzeć na autorów anonimowych blogów. Należy założyć, że wpis jest prawdziwym wyrazem ich opinii i przyjmować ją z uwagą i powagą.
http://www.dziennik.pl/opinie/article385070/Internauta_ma_prawo_byc_anonimowy.html
Gawryluk: Anonimowość daje niezależność
Nikt nie powinien obrażać się za mieszczące się w ramach publicystyki słowa blogerów, dotyczące osób czy spraw publicznych. Tym bardziej politycy nie powinni mieć za złe blogerom piszącym pod pseudonimami. Można mieć za to zastrzeżenia co do różnych forów i blogów, na których wpisujący używają wulgaryzmów i oszczerstw - pisze Dorota Gawryluk.
Musimy zrozumieć, że wszyscy, którzy uczestniczą w publicznym obiegu - polityce czy dziennikarstwie - powinni wiedzieć, że będą krytykowani. Czasami nawet bardzo ostro. Z tego muszą sobie zdawać sprawę ci wszyscy, którzy chcą być na tzw. świeczniku. Bo nie ma innego wyjścia niż się z tym pogodzić. Z takich właśnie względów syn ministra Czumy nie powinien był się obrażać na Katarynę.
Ja osobiśce nie widzę w działaniu anonimowych blogerów żadnego problemu ani moralnego, ani prawnego. Nikt z nich przecież nie ujawnia tajnych informacji. Czasem właśnie blogerzy pokazywali sprawy, których dziennikarze nie ruszali, by nie stracić pracy. Wiemy przecież, że tak naprawdę dziennikarze nie są niezależni i nie mogą pod swoim nazwiskiem pisać ani mówić o wszystkim, co wiedzą
http://www.dziennik.pl/opinie/article385197/Gawryluk_Anonimowosc_daje_niezaleznosc.html
Krzysztof Leski: Świadectwo
Słowo w sprawie kataryny: żenada. "Dziennik", Cezary Michalski - jesteście żałośni. Wierzę raczej katarynie, ale gdyby nawet miała ona kontakty handlowe z TVP Kwiatkowskiego, opinii nie zmienię. Jakież to wyższe dobro uzasadniałoby ujawnienie tej informacji? Cóż to za metoda - pokażemy palcem, trochę zdemaskujemy, ale nie na tyle, by mogła się bronić nie demaskując się do końca?
Noc spędziłem z dala od wydarzeń. Ze sporą dozą przyjemności obejrzałem "Obiecaj mi" Kusturicy, poszedłem spać i z pewnym trudem wstałem, by obejrzeć i odnotować w punktach orędzie prezydenta. Dopiero potem poczytałem, co się w salonie działo i dzieje.
Właściwie wszystko już zostało napisane. Może nie jest tak źle, jak niektórzy sądzą, a może to ja jestem za głupi - dla mnie wskazówki "Dziennika" nie są dość jasne, by wyguglać tożsamość kataryny. Ale to konstatacja faktu, a nie usprawiedliwienie. Czy liczni w "Dzienniku" ludzie, których lubię i cenię, zdobędą się na odcięcie od Michalskiego?
Załączam link do postu kataryny. Dziś niepotrzebny, ale gdy sam zajrzę tu za rok, link się może przydać.
http://krzysztofleski.salon24.pl/106411,swiadectwo
Janina Jankowska: Utracona cześć Cezarego Michalskiego
Kataryna każdym niemal wpisem demaskowała słabości polskiego dziennikarstwa, zwłaszcza śledczego. Amatorka, która czuje temat, dokonuje starannego riserczu, kojarzy fakty, wyciąga logiczne wnioski. Tego nie lubią mainstreamowi dziennikarze.
Nie jest tajemnicą, ze większość doniesień typu "redakcja dotarła do.." są wynikiem sterowanych przecieków czyli świadomie podrzuconych przez polityków lub inne osoby osobiście zainteresowane upubliczeniem rozmaitych informacji o charakterze poufnym. Tzw. publicyści tabunami ślizgają się po powierzchni nieistotnych zdarzeń doprawionych plotkami, hipotezami, nieuprawnionymi wnioskami, często kłamstwem. W pościgu za szokującym newsem wolno wszystko.
Blogerka Kataryna nie chciała z siebie zrobić tematu do "Dziennika", więc trzeba dać jej nauczkę. To przykre, ze podjął się tego zadania Cezary Michalski. Triumfalny ton: "Okazuje sie, że zmusiliśmy do milczenia Katarynę, najsłynniejsza polską blogerkę polityczną..." (mam nadzieję, że nie zmusicie)
http://janinajankowska.salon24.pl/
Łukasz Warzecha: „Dziennik” demaskuje Katarynę
„Dziennik” zrobił rzecz bezprecedensową, ujawniając tożsamość Kataryny. Piszę „ujawniając”, ponieważ dane, jakie znalazły się w tekście na Dziennik.pl (a pewnie i w jego papierowym wydaniu), umożliwiają zorientowanym ustalenie, o kogo chodzi, bez większego trudu
http://lukaszwarzecha.salon24.pl/


Komentarze
Pokaż komentarze