Anita Anita
26
BLOG

Życie on line

Anita Anita Rozmaitości Obserwuj notkę 4


Żyjemy w czasach, gdy na naszych oczach dokonała się, a właściwie nadal się dokonuje niemal w każdej dziedzinie życia, rewolucja techniczna i doskonale to widzimy. Ja szczególnie odczuwam to na przykładzie telefonii, z której każdy z nas codziennie korzysta .
 
Pamiętam jeszcze czasy, gdy na podłączenie telefonu w Warszawie czekało się kilka, a nawet w niektórych rejonach miasta i kilkanaście lat. Dyrektor TP przyjmował  na ul. Pięknej umawianych z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem zdesperowanych interesantów, którzy po długoletnim oczekiwaniu tracili już cierpliwość i starali się w trakcie bezpośredniej rozmowy wykazać, że to właśnie im należy się już bezwzględnie telefon.
 
Pamiętam, jak będąc na wakacjach na morzem czy też jeziorami aby dodzwonić się do Warszawy trzeba było zamawiać na centrali rozmowę i czekać na połączenie czasem nawet i godzinę albo więcej… Oczywiście pamiętam również jak wprowadziłam się do mojego pierwszego własnego mieszkania, w niewielkiej, nowo wybudowanej plombie w centrum Warszawy. Oczywiście o podłączeniu telefonu, jeśli nie przenosiło się go z poprzedniego lokalu, nie było mowy...
 
Wraz z kilkoma sąsiadami wpadliśmy na pomysł, aby zwrócić się do spółdzielni mieszkaniowej o przyznanie nam linii telefonicznej, z której korzystał wykonawca budynku. Wykorzystując to zainstalowaliśmy w budynku małą, elektroniczną centralkę, do której podłączonych było 6 mieszkań. Oczywiście nie było to zbyt wygodne, ale na tamte czasy byliśmy z tego nowatorskiego pomysłu i jego realizacji bardzo zadowoleni, wręcz szczęśliwi. Było z tym związanych trochę mniej lub bardziej zabawnych zdarzeń ale w sumie zdało to egzamin. Po ok. 3 latach dorobiliśmy się już własnych, samodzielnych linii telefonicznych, niemniej centralka mocno nas zintegrowała towarzysko.
 
Pamiętam swoją pierwszą komórkę, chociaż nie przypominam sobie już dokładnie od kiedy ją miałam, prawdopodobnie od 1998 lub 1999 roku. Połączenia były dość drogie, zwłaszcza na numery stacjonarne, z zasięgiem też różnie bywało jak i jakością połączeń, ale fakt odłączenia od kabla był niesamowicie fascynujący. Nagle okazało się, że niepotrzebne stają się budki telefoniczne, w których i tak często wisiały tylko kable po urwanych przez wandali słuchawkach. Nie trzeba było mieć już bilonu, kart, żetonów ani stać w kolejce pod budką telefoniczną na mieście…
 
Dość szybko tak się upowszechniły, że przestały dziwić, zaciekawiać czy nawet oburzać rozmowy prowadzone w różnych miejscach publicznych, chociaż pamiętam, że na początku jak ktoś rozmawiał przez komórkę w autobusie to zwracało to powszechną uwagę pasażerów. Nagle spotkania stały się łatwiejsze do umówienia, a spóźnienia mniej stresujące no i człowiek stał się przez całą dobę…  on line.
 
Moje komórki zmieniały się, najpierw z antenką, ciężkie i z małym czarnobiałym ekranem, teraz już przybierają bardziej wyrafinowane formy, duże, kolorowe ekrany z obsługa dotykową, aparatem fotograficznym, kamerą cyfrową, odtwarzaczem, radiem itd. Ale dziś już sam telefon nie wystarcza, by do końca być on lineNa to trzeba mieć jeszcze w komórce internet, największe okno na świat oraz oczywiście dostęp do poczty internetowej. Bez takiego telefonu trudno już wyjść z domu, nawet na spacer, bo  bycie on line uzależnia i to bardzo.
 
Nawet w pracy możesz przeprowadzić choćby najbardziej dyskretną rozmowę, nie musisz też wysłuchiwać rozmów współpracowników, które kiedyś często cię irytowały. Skoro więc masz internet przy sobie i tak łatwy do niego dostęp to korci cię, by do niego zajrzeć raz, na chwilę…, potem jeszcze raz i kolejny, a potem patrzysz, czy pojawia się kolorowa dioda, innego koloru dla maila, sms-a, nieodebranej rozmowy czy też kolejnego terminu z kalendarza.
 
Z komórką kładziesz się spać, leży tuż obok, w zasiegu ręki i wzroku, jesteś z nią w pracy, na spacerze, w kinie, w poczekalni u lekarza, restauracji czy na urlopie w kraju lub zagranicą. Praktycznie zawsze i wszędzie masz ją blisko siebie, z rzadka ją wyciszając. To wielka wygoda ale czy możesz wyobrazić sobie, co stałoby się, gdybyś nagle był jej pozbawiony…? Jak być odnalazł się w tej sytuacji gwałtownego odcięcia od łączności ze światem, jak wyglądałyby objawy odstawienia typowe przecież dla każdego uzależnienia…?
 
Tak… to byłoby koszmarne, ale może potrafiłabym bez niej jeszcze jakoś funkcjonować i nie trzeba by mnie odstawiać w jakieś mało przytulne, odosobnione miejsce z drzwiami o klamce tylko z jednej strony… Mam przynajmniej taką nadzieję… ;-)

 

Anita
O mnie Anita

e-MAIL                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości