Miałam dzisiaj trochę czasu więc wybrałam się na spacer po okolicy z aparatem fotograficznym w poszukiwaniu jesieni. Było nadzwyczaj ciepło i spokojnie...
Pierwsze oznaki jesieni napotkałam tuż przed wejściem do domu, gdzie dzikie wino obficie zaowocowało i zażółciło ...

Nad jeziorem, pnącze bluszczu zimo-zielonego wyróżnia się ciemną zielenią, ale winorośl nieuchronnie zamiera...


Jedne kaczki przysypiały wygrzewając się na słońcu...

Inne pływały spokojnie lub pluskały radośnie w wodzie...


Nagle nad jezioro przyfrunęła banda czarnych kawek, robiąc wiele hałasu i wzbudzając niepokój wśród innych ptaków...


Ale to nie była jedyna ptasia banda nad jeziorem tego dnia, bo nie wiadomo skąd przylecialo stado mew...

Czarne z białymi nie żyją w zgodzie i byłam świadkiem powietrznego pościgu, gdzie mewa uciekała przed czarnym ptakiem, prawdopodobnie wroną, wydając przy tym przeraźliwe dźwięki. W końcu poszła po rozum do głowy i przysiadła na wodzie, co ostatecznie zakończyło nieporozumienie...

A woda w kaskadzie płynie i nie zważając na nic kojąco szumi, prawie zagłuszając dochodzący z oddali uliczny hałas...

Tylko na bramie osiedla powiewały flagi z kirem, chociaż to przecież żadna instytucja państwowa...

Szkoda, że to już jeden z ostatnich, prawdziwie letnich dni...


Komentarze
Pokaż komentarze (26)