Do napisania tej notki natchnął mnie swoją Krzysztof Leski. Tylko, że ja nie marzę o tym przed zaśnięciem lecz wtedy, gdy codziennie wracam z pracy. Właściwie to nawet nie marzę, ale delikatnie mówiąc bulwersuję się stojąc w bezsensownym korku.
Chodzi o odcinek ul. Wołoskiej między ul. Wiktorską (tuż za Szpitalem MSWiA) a ul. Konstruktorską. Szeroka, trzypasmowa jezdnia zmienia się w na odcinku ok. 3 km w jednopasmówkę, by następnie wrócić do szerokiej arterii.
W dodatku ci, co jadą na południe muszą jechać slalomem, dwukrotnie zatrzymując się przed torami tramwajowymi, tramwaj oczywiście tak samo. Dla tych, co nie znają dobrze Warszawy wyjaśniam, że ulica ta prowadzi m.in. do ogromnego, nowoczesnego i wciąż rozbudowywanego centrum biurowo-handlowego.
Codziennie więc tysiące samochodów staje w wąskim gardle, bo od 10-ciu lat nie udaje się poszerzyć tej ważnej arterii (chociaż jest na to zarezerwowane miejsce), a w tym czasie nieustannie powstają nowe biurowce na do niedawna jeszcze faktycznie Służewcu Przemysłowym, dziś już właściwie biurowym. Ostatnio powstawać tu zaczynają również inwestycje mieszkaniowe.
Jest to jedno z najbardziej absurdalnych komunikacyjnie miejsc w Warszawie i trudno mi zrozumieć, że co roku inwestycja ta spada, z różnych zresztą powodów, z planów inwestycyjnych miasta.
Największe koszty odkładania tej inwestycji ponoszą oczywiście kierowcy, spalając paliwo w korkach i wydłużając ponad możliwą do akceptacji miarę przejazd przez tę część Mokotowa. Wielokrotnie widziałam, jak karetki pogotowia z wielkim trudem przebijają się przez ten korek, autobusy tkwią jak inni i jedynie tramwaje, w jako takim tempie, wożą swoich pasażerów do / z pracy.
Uff... wyrzuciłam to wreszcie z siebie w cywilizowany sposób, bo dotychczas to jedyne co robiłam to wyrażałam głośno swoją frustrację stojąc w korku, ale to z pewnych względów nie za bardzo nadaje się do publicznego powtórzenia... ;-)


Komentarze
Pokaż komentarze (17)