Wiem, że szokuję tym stwierdzeniem bo gdy patrzy się w tej chwili za okno, to brzydszy dzień trudno sobie wyobrazić, przynajmniej w Warszawie. Ale ja tryskam humorem, pośpiewuję sobie i mam chęć ucałować z radości każdego, kogo napotkam...
Tak, mój nastrój całkowicie rozminął się z aurą, a to za sprawą dobrej nowiny, którą otrzymałam. Dotyczy ona starej sprawy, sprzed kilkudziesięciu lat, którą żyła moja rodzina, a która znalazła właśnie swój szczęśliwy finał. Dzień, który od rana był szary i smutny wczesnym popołudniem wydał mi się nagle jednym z najszczęśliwszych dni ostatnich lat.
Stwierdzam, że dobre wiadomości całkowicie potrafią odmienić odbiór rzeczywistości i działają jak przysłowiowe różowe okulary, które pokazują świat w optymistycznych barwach. Nawet jak przebijałam się w korkach w strugach ulewnego deszczu to z uśmiechem na ustach przepuszczałam inne auta, chcące usilnie włączyć się do ruchu, nawet (nie uwierzycie) taksówkarzy... ;)
Powoli mijają kolejne godziny, emocje siłą rzeczy opadają, ale humor pozostaje. Żałuję tylko, że nie wszystkim moim bliskim przyszło doczekać tej chwili, ale i oni pewnie tam, na górze, też się cieszą...
A teraz pomyślę, jak uczcić to w bardziej wymierny sposób czyli czym wypić toast na okoliczność... ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (9)