W weekend zainstalowałam na balkonie jeden z karmników. Tak, by powoli przyzwyczajać ptaki do mojej stołówki. W karmniku wysypałam na razie tylko ziarna niełuskanego słonecznika. Ani rano przed pracą, ani po niej nie widziałam przez cały tydzień ani jednego ptaka, który by przyleciał na balkon przy mnie, ale ich obecność była widoczna, bo łuski słonecznika leżały pod karmnikiem. Nie wiedziałam jednak, jaki to ptak zaczął się już stołować.
Dziś wstałam wcześnie, siadłam na chwilę do komputera przy oknie i... kątem oka zauważyłam, że coś śmignęło. Patrzę w okno, a tam sikorka bogatka przysiadła na chwilę na poręczy i tyle ją widziałam, bo zaraz odfrunęła, ale to wszystko wygladało trochę tak, jakby chciała się przywitać po roku nieobecności. Prędko wzięłam aparat i podeszłam do drzwi balkonowych po drugiej stronie domu, by sprawdzić karmnik. Nagle, nie wiem czy to ta sama sikorka, podleciała do karmnika, chwyciła słonecznik w dziub i odfrunęła. Cała akcja trwała bardzo krótko więc zdjęcie, zrobione przez szybę, nie jest zbyt udane, ale przecież chodzi tylko o dowód na to, że już są... przyleciały i teraz będzie je można codziennie obserwować.
Teraz trzeba będzie pomyśleć o tym, aby karmnik był bardziej wypasiony, a więc tłuszczowa kula, inne ziarna i orzechy. Jak co roku sprawia mi to wielką przyjemność móc obserwować potem jak ptaki się pożywiają i odlatują, by zrobić miejsce kolejnym...
Naprawdę wszystkich zachęcam do tego by taki czy też inny karmnik sobie zainstalować (np. taki jakiego instrukcję budowy zamieściłam po prawej stronie). Zapewniam, że to wszystko bardzo wciąga i sprawia wiele satysfakcji, zwłaszcza takim jak ja mieszczuchom, którzy siłą rzeczy mają mniej kontaktu z przyrodą.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)