Tak, wiem co utarło się określać jako ów tytułowy tupot białych mew… ;-)
Mnie on jednak w tym sensie jest obcy, za to ostatnio nawiedza jezioro, nad którym mieszkam, duże stado prawdziwych mew. Obsiadują mostki no i… niestety firma sprzątająca ma z tym sporo codziennej pracy...
Ale na zdjęciach (większość zrobiłam z balkonu) wyglądają całkiem nawet malowniczo. Jedna z nich wyróżniała się znacznie rozmiarem, była co najmniej dwa razy większa od pozostałych, więc sądzę, że to już inna odmiana mew. W każdym razie jest na co popatrzeć i czuję się trochę, jak bym mieszkała gdzieś nad morzem…
I jeszcze trochę o tupocie białych mew, muzycznie (zainspirowana przez osę1230). To już klasyka...
Informacja:
► jutro po południu ukaże się druga i zarazem końcowa część opowiadania z dreszczykiem pt. Garaż...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)