Popołudniem w Warszawie wyjrzało na chwilę slońce. Wzięłam aparat i wyszłam nad jezioro, kaczek było dużo, bo jezioro niemal rozmarzło. Ale porwisty, przejmująco lodowaty wiatr nie dał mi szans na dłuższy spacer. Ręce grabiały, ptaki były niespokojne i dałam wreszcie za wygraną...


reszta zdjęć w albumie...
Zachęcam do udziału w sondzie:
Moje największe postanowienie na Nowy Rok 2010 to... ►TUTAJ.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)