
KOGUT
Na pewnym podwórku, tam gdzie różne ptaki,
Przebywały z sobą mniej lub bardziej zgodnie,
Mieszkał pewien kogut, ni młody ni stary,
Co choć dziobem kręcił, żył całkiem wygodnie…
Kogut był fircykiem i chadzał w zaloty,
Nie przepuścił żadnej ni gęsi ni kurze,
Ale że szedł na ilość, wciąż obniżał loty.
Znało go niejedno w sąsiedztwie podwórze…
W tych swoich romansach kogut się pogubił,
Już mu się myliły perliczki z kaczkami,
Każdej pannie prawił, że ją bardzo lubi,
Słodkie słówka rozdawał hojnie i garściami…
Więc gdy na podwórku znów się pojawiała,
Nowa gęś, indyczka albo inna kurka,
Kogut leciał do niej jak pszczoła do miodu,
Choćby nawet była na końcu podwórka…
Aż pewnego razu, w wielobarwne pióra,
Nieznany lecz strojny ptak się tamże zjawił,
Gdy go kogut ujrzał dał wielkiego nura,
I jak miał w zwyczaju już komplement prawił…
A że kogut bardzo popisać się lubił,
Nastroszył swój ogon, pierś wydął do przodu,
I piejąc ochryple, mocno się naczubił,
Choć doprawdy nie miał ku temu powodu…
I przed owym ptakiem niczym odurzony,
A nuż się przechwalać, bez opamiętania,
Jaki to majętny i wielce uczony,
Wyliczał zalety oraz dokonania…
Ptak słuchał z uwagą tą tyradę nową,
Lecz gdy już do słowa został dopuszczony,
Tak rzekł do koguta z uniesioną głową,
Trochę rozbawiony, lecz bardziej znudzony…
Słuchaj no kogucie, bo już nie powtórzę,
I do serca weź te słowa należycie,
Zaraz ci twój humor oraz rezon zburzę,
Dając ci nauczkę na twe dalsze życie…
Próżne twe przechwałki i na nic zaloty,
W błąd cię wprowadziły moje barwne pióra,
Ze mnie żadna panna nie jest na wydaniu,
Bo ja… nie samica, gęś czy jakaś kura…
Więc się opamiętaj amancie koguci,
Idź do swojej kury, tam gdzie miejsce twoje,
Czas się ustatkować, do rodziny wrócić.
A nie wciąż zaczynać miłosne podboje…
Wieść ta na podwórku rozniosła się echem,
Chichotały ptaki mniej lub bardziej skrycie,
Kogut zawstydzony ukrył się przed śmiechem,
Pytanie czy zmienił przez to swoje życie…?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)