Pod poprzednim postem Novalijka opisała zachowanie swojego kota, gdy w środku nocy powróciła właśnie ze studniówki... To mi nasunęło moje wspomnienia. W mojej szkole była studniówka, a jakże. Tylko, że w tamtych czasach to było coś mało porywajacego i nie miała takiej rangi jak obecnie. Obowiązujacy strój i sztywna forma nie zachęcała do udziału, więc po prostu nie poszłam na nią, zresztą nie ja jedna. Od tych, którzy na niej byli nie usłyszałam niczego, co wskazałoby, że powinnam tego żalować.
Co innego bal maturalny... O, bal maturalny długo wspominałam, a właściwie to dwa bale, bo z moim partnerem byłam na balu również w jego liceum na ul. Smoczej. Pamiętam, że z balu w moim LO wróciłam ok. 6-ej rano, bo szliśmy pieszo kilka ładnych przystanków rozbawieni, przez Park Saski na Muranów, na którym wtedy oboje mieszkaliśmy. Sukienka koloru kremowego była szyta specjalnie na tą okazję, bo w sklepach nie było nic ciekawego. Zabawa odbywała się w dużej sali gimnastycznej (bo były dwie), a pod sufitem oczywiście rozpostarta była wojskowa siatka maskująca przybrana kolorowymi balonikami. Dziś to wszystko wywołałoby drwiący śmiech, ale wtedy nikt nie urządzał takich przyjęć w lokalach.
Na bal, który jak wiadomo odbył się już po maturach bo w czerwcu, przyszli wszyscy, nawet koleżanka z klasy w dość zaawansowanej ciąży. Wkrótce mieliśmy się rozstać, każdy szedł w swoją stronę, część na studia, część do szkół pomaturalnych...
Potem bal na ul. Smoczej. Znałam tam trochę ludzi, bo do tamtego liceum poszło kilka osób z mojej podstawówki, więc nie czułam się obco. Pamietam, że był bardzo udany no i do domu było blisko.
Niedawno szperając w poszukiwaniu starych listów, które chciałam komuś pokazać, znalazłam nieoczekiwanie zaproszenie na ten bal. Wygląda dziwnie jak na dzisiejsze czasy, ale wtedy po prostu tak było i wcale mnie to nie raziło. To, że mam je do chwili obecnej, że przetrwało moje przepowadzki i zmienne losy świadczy, że długo miało to dla mnie dużą wartość emocjonalną, tak jak karteczka z nazwiskiem, jaka leżała na stoliku wyznaczając, gdzie mam usiąść na pisemnym egzaminie maturalnym... Wiem, to śmieszny sentymentalizm, ale czy po tylu latach powinnam się tego pozbyć...?




Komentarze
Pokaż komentarze (12)