Widzicie tę piękną, o wielkich oczach i kształtnych ustach, twarz dziewczyny? To Taraneh Moussavi, młoda Iranka, która brała udział w masowych protestach w Teheranie po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich w czerwcu 2009 roku.

Taraneh została w ich trakcie zatrzymana przez policję i osadzona w teherańskim więzieniu Evin. Po kilku tygodniach z anonimowego telefonu rodzina dowiedziała się, że z ciężkimi obrażeniami przebywa w szpitalu, lecz gdy tam dotarli, nie znaleźli jej już tam. Wkrótce rodzina dostała kolejną wiadomość, że spalone zwłoki pasujące do opisu Taraneh zostały znalezione na pustyni między Karaj i Qazvin, lecz powinni o tym milczeć...
Z czasem, dzięki internetowi, a zwłaszcza blogerom, wyszły jednak kolejne fakty: Mousavi była fizycznie i psychicznie torturowana, w tym także gwałcona przez strażnikow więziennych. Zabicie przeciwników politycznych czyni z nich męczenników, piętno gwałtu w tradycyjnym jeszcze nadal społeczeństwie Iranu pozwala dalej żyć, lecz powoduje społeczne odrzucenie. Taraneh jednak nie udało się przeżyć...
Całkiem przypadkowo wczoraj natknęłam się w sieci na krótki, wstrząsający film opowiadający jej historię. Sądzę, że warto ją poznać by zrozumieć, w jakim szczęśliwym kraju żyjemy...


Komentarze
Pokaż komentarze (18)