Pisząc to jestem jeszcze bardzo podekscytowana. Zupełnie się tego nie spodziewałam, a tu taka miła niespodzianka... Kiedyś opisywalam Felka, tak nazwałam pięknego, dorodnego bażanta, który miał w zwyczaju przechadzać się na działce pod moim oknem. Od wielu jednak miesięcy go nie widywałam i miałam, nie ukrywam, złe przeczucia...
Dziś, przed chwilą pijąc kawę przy oknie ujrzałam z daleka coś, co we mnie wlało nadzieję. Prędko lornetka i tak, nie ma wątpliwości, że to on - Felek...! Wrócił w to miejsce, przechadzając się dostojnie jak dawniej. Ręce mi drżały z emocji, gdy robiłam te zdjęcia przy maksymalnym zoomie, bo odległość nie była mała. W dodatku ten odbijający słońce śnieg...
No, Partyzancie, takiego egzemplarza chyba nie masz jeszcze w swoim zbiorze...? ;-)







Komentarze
Pokaż komentarze (11)