No tak, to już prawdziwa wiosna, a nie jakieś tam przedwiośnie... Dziś w Warszawie było 17 stopni, a w słońcu pewnie i więcej. Kaczki wiadomo, w amorach, więc nad jeziorem bywa głośno. Powietrze już inne, słońce całkiem mocno już grzeje i wszystko wygląda na to, że wraca na swoje miejsce, a zima już nie ma żadnych szans. Przed budynkiem krety poczyniły spustoszenie na trawniku i wygląda to okropnie...
Postanowiłam umyć auto, ale dwie myjnie obok były nieczynne, z tym, że jedna ma być otwarta póżniej, więc pojadę tam pod wieczór. Nie znoszę mieć brudnego auta, a takie jakie jeżdżą teraz po ulicach to myjni nie widziały chyba jeszcze w tym sezonie ani razu. Mój przy nich to absolutny czyścioch.
Jutro mam w planie: mycie okien i sprzątanie balkonu po zimie. Schowam karmniki i zniosę do piwnicy, do następnego sezonu. Zresztą sikorek już nie widuję od jakiegoś czasu. Wiosna zawsze wyzwala we mnie energię, chociaż ta wiosna różni się dla mnie od poprzednich. Chcę wierzyć, że i dla mnie zaświeci to wiosenne słońce...




Komentarze
Pokaż komentarze (25)