Jechałam tym razem autobusem i słuchając radia patrzyłam przez okno. Pochmurny dzień pogłębiał i tak dość kiepski nastrój, z kolei to co widziałam z okna autobusu skłania mnie do smutnej refleksji, że żyjemy we wszechogarniającej nas brzydocie… Autobus jechał przez Mokotów - dzielnicę, która zgodnie z prowadzonymi badaniami, cieszy się wśród warszawiaków największym uznaniem jeśli chodzi o preferowane miejsce zamieszkania. Niestety, to co widać z okna dostarcza szeregu niemiłych, nawet odpychających wrażeń. Budynki, przystanki, mury, a nawet betonowe obudowy koszy na śmieci pełne są ohydnych, idiotycznych gryzmołów, mieszczących się pod ogólną nazwą graffiti.
Szczerze tego nienawidzę i jeśli by to ode mnie zależało ścigałabym sprawców bez litości, a karała pokazowo i bezwzględnie surowo. Żal patrzeć, jak niedawno odbudowane ogrodzenie parku ma podmurówkę pobazgraną bohomazami jakiegoś młodocianego bezmózgowca, któremu wszystko jedno w jakim otoczeniu żyje. Idzie taki kretyn i zaznacza swoją obecność niczym pies obsikujący latarnie znaczący w ten sposób swoje terytorium. Nie zauważyłam po drodze ani jednej żaluzji w lokalach użytkowych usytuowanych na parterze, która nie byłaby tak zeszpecona. Chaosu dopełnia bezmyślny natłok reklam i tablic informacyjnych.
Niedawno pomagałam ekipie z niemiecko-francuskiego kanału telewizyjnego w zorganizowaniu nakręcenia reportażu z mojego osiedla. Interesowało ich zarówno samo zjawisko zamkniętego osiedla mieszkaniowego jak i motywy, jakimi kierują się ludzie decydując się na zamieszkanie w nim, więc umówiłam na wywiad jedną z osób zamieszkujących apartament. Rozmawiając z nimi tłumaczyłam również co mnie samą skłoniło do takiego właśnie wyboru.
Dla Niemców może nie do końca jest jasne, dlaczego ludzie grodzą się, stawiają szlabany i ochroniarzy strzegących dostępu do domów. Tłumaczyłam im, że to osiedle nie wyglądałoby tak ładnie, jak je właśnie widzą, gdyby dostęp do niego nie był dla wandali utrudniony. W niedługim czasie z pewnością budynki osiedla pokryte by zostały szpetnymi bohomazami jak te poza nim. To istna plaga, na którą jeszcze jak widać nie znaleziono innego skutecznego sposobu i to między innymi sprawia, że miasto tonie w brzydocie, mimo, iż wciąż powstają nowe budynki, a stare mają odnawiane elewacje. Tylko co z tego, jak już wkrótce ta odnowiona za sprawą jakiegoś sfrustrowanego i bezmyślnego gnojka upodabnia się do tej poprzedniej…


Komentarze
Pokaż komentarze (27)