Po deszczach na sąsiedniej działce utworzyły się rozległe kałuże, za to zieleń stała się bujna i soczysta. Lubię stać w oknie i patrzeć na kaczki, które tu przylatują parami by popływać w mętnej wodzie, jakby znudzone jeziorem.
Wtedy w oddali znów go zobaczyłam, znaczy Felka, jak go już kiedyś nazwałam. Spacerował dostojnie po ścieżce, omijając ostrożnie wodę i najwyraźniej nie miał zamiaru chodzić po mokrej i wysokiej trawie. Sfotografowałam go z odległości 100-150 metrów, przy maksymalnym zoomie jaki ma mój aparat.
Widuję go tak już od 3 lat i wierzę, że to wciąż ten sam bażant. To, że tutaj powraca jest krzepiące, ale to chyba już ostatni rok, bo wkrótce zacznie się tu budowa. W niedzielę rano widziałam również zająca, ale zdjęcie jest niezbyt udane, a kolejnego nie udało się zrobić, bo spłoszył go wyprowadzony na spacer pies. Coraz trudniej tu żyć dzikim zwierzakom...



Komentarze
Pokaż komentarze (9)